Vigilantism – it’s a hit and miss game

Pocztówka znad Tamizy 15/2006

Mister Fire przyszedł w tym roku 14 lipca. I obwieścił, że oto zmienia się filozofia podejścia do bezpiecznościowych zagadnień. Już nie powtarzamy ‘fuel, oxigen, source of fire; there must be all three of them’ albo ‘we don’t want heroics’, tylko skupiamy się na odpowiedzialności, wyobraźni, obserwowaniu świata, antycypowaniu zagrożeń i trosce o brata swego.
Powie ktoś – typowe rozmycie ról i kompetencji, do którego mało kto dorósł (jak do socjalizmu albo liberalizmu). Zapytałam, jak będzie karana pożarowa criminal negligence (wyroków nie można się doczekać nawet w krzycząco oczywistym Hatfield disaster: źle utrzymane zwrotnice kolejowe kosztowały życie kilku osób) – Mr Fire odpowiedział, że liczy na precedensowe orzeczenia…

W niedzielę po owym piątku, wracając od Św Pawła, przechodziłam na północne nabrzeże mostem Vauxhall. Odwróciłam się by pstryknąć HQ wywiadu i kontrwywiadu brytyjskiego: MI5 Building (dawniej też MI6) jest znany nie tylko wielbicielom historii szpiegowskich, ale i adeptom architektury. Z jednego z kominowatych zwieńczeń wydobywał się wyraźny, ciemny dym. Pogoda była, owszem, upalna i nie można było wykluczyć, że tak skierowano w MI5 wyloty air conditioning. Ale z innych biurowców ani apartamentowców nic nie dymiło. Poza tym biura nie pracują w niedzielę koło szóstej, nawet jeśli są to biura szpionów… no chyba że się tam właśnie odbywa jakieś gremialne (pokątne) niszczenie dokumentów czy podobne historie. Zapytałam przechodzącą panią, czy nie uważa dymu za dziwny (out of office hours) i czy sądzi, że portier budynku panuje optycznie nad całością. Podeliberowałyśmy, (very strange, indeed) i sobie poszła. Ja też, myśląc przez pół mostu, czy przyjąć zasadę ‘nie mój cyrk nie moje małpy’, czy też ulec (odświeżonemu przez piątkowe szkolenie) odruchowi civic society i zadzwonić gdzie trzeba (nawet ryzykując robienie z igły wideł). Ciekawość przemogła: jak działają ich emergency numbers na moim – chwilowo biernym – telefonie; z jakim akcentem będą mówić z call centre (może z Indii); i co tam – u tych szpiegów – właściwie się dzieje. Zeszłam po schodkach do ustronniejszego zakątka Embankment i zadzwoniłam. Z 112 połączyłam się natychmiast, równie szybko przekierowano mnie do Fire Service: ‘Stoję na północnym nabrzeżu, tuż pod mostem Vauxhall, na wprost budynku MI5. Z jednej z jego kominopodobnych struktur wydobywa się wyraźnie dym. Czy moglibyście sprawdzić, np. dzwoniąc na portiernię czy centrum czujników, co tam się dzieje, bo nigdzie wokoło czegoś podobnego nie widzę, poza tym jest niedziela i biura nie pracują… jeśli to miałaby być klimatyzacja’. Wolny, znudzony głos (z wyraźnym wszakże miejscowym akcentem), przerywa. ‘So where are you… And your address is…’ Podaję, ale gdy się zaczyna upewniać, czy naprawdę wiem gdzie mieszkam, ja z kolei wchodzę jej w słowo. ‘Nie mam nic przeciwko podaniu ci jeszcze więcej szczegółów, ale teraz jestem naprzeciwko…’ ‘To ten pożar nie jest w twoim domu, więc gdzie jesteś?’ Po raz trzeci wyjaśniam – jeszcze precyzyjniej; ona zaczyna mnie flegmatycznie sprawdzać, czy naprawdę widzę to, co widzę i czy jestem na tym brzegu, na którym jestem. Za piątym razem daję wyraz zniecierpliwieniu ‘…what I am trying to suggest is just checking on it ‘cos it does look peculiar’. Ton i akcenty dają jej widać do myślenia bo mówi ‘ok, i am sending our people there, thank you for calling’. Na prośbę o powiadomienie, czy coś było na rzeczy odpowiada, że spróbują, ale mają limited resources. Medal za uratowanie bezcennego archiwum Bonda jak dotąd nie przyszedł.

Na wczoraj zapowiadano 28 C. It won’t last (the less in September) – postanowiłam pofotografować wrzosy w okolicach Wimbledon Common. Na Putney Heath, ulicą zbiegającą ze wzgórza przez zarośla, ścieka wartko woda – przy krawężniku, pod kołami zaparkowanych aut spacerowiczów, przez ponad 400 m. (A suszowe zakazy obowiązują do grudnia…) Dochodzę do szczytu wzniesienia: widzę hydrant i sporego przekroju wąż plujący miarowo wodą. Obok auto Thames Water. Rzucam się do robienia zdjęć, nagle słyszę z tyłu (czyli z rejonów pola krykietowego). ‘Can I help you?’ ‘No, actually not, thank you very much – I am just taking pictures of yet another waste of yours’. ‘And why are you taking them?’ ‘Just to remind me how many gardens one could water or – for that matter – water-sprinkle with this…’ But … Tu następuje szerokie wyjaśnienie, że firma odpompowuje wodę zatrutą przy okazji wstawiania nowych rur (widać wszędzie, że intensywnie się je wymienia) – co z grubsza wyjaśnia sfotografowana sekundy wcześniej tablica. Ale przystojny i wygadany ciemnoskóry pracownik w dobrym mundurze, z manierami pijarowca jest w stanie wskórać więcej. Poprzekomarzawszy się, ruszam dalej, rozmyślając nad kosztami takiego dbania o corporate image. W drodze powrotnej zobaczę, że kontrolowanego wycieku strzec będą dwa firmowe auta i trzech (innych) pracowników. Ale jeśli to ma sprawić, że ‘all the locals already know what it is all about, and are actually very supportive…’ Tylko czy istotnie trzeba wylewać tę wodę aż przez 4 dni? (jest rzekomo tak trująca, że nie można jej ‘rzucić’ na wysuszony trawnik obok…) Zbyt zaabsorbowana perspektywą wrzosów, jeżyn i lilii wodnych, nie zdobyłam się na wszystkie incisive questions (co za toksyna… czy jeśli woda będzie przepływać przez rury 10 dni to już je na pewno oczyści… jakie są te alternatywne procedury, których tym razem zaniechano…)

Dziś rano akademik zlecił mi wprowadzenie w obowiązki dwójki nowych au pairs. Akurat zgłębialiśmy skomplikowane rewiry organizacyjno-słownikowe (Q1: Czemu nikt nie uprzedził, że będzie wyrzucane z lodówek jedzenie; Q2: Co oznacza ‘pinkish’), gdy przed jedenastą rozległ się ogłuszający dzwonek. Recepcjoniści testują alarm regularnie (i nikt się nie przejmuje paroma krótkimi sygnałami), ale gdy ciągły warkot trwał dłużej niż zwykle, zabrałam trainees ku main hall. Dał się wyczuć (wywąchać) nieznaczny ‘obcy zapach’ – częste zjawisko w dniach po-sezonowych a przed-semestralnych robót i robótek. Pewnie niezapowiadana fire-routine, pomyślałam (mimo wszystko). Szybko wygarnięto nas z hallu przed budynek a następnie na róg Cromwell Rd i Queen’s Gate – nasz assembly point. Przepiękna pogoda, tylko przeszywające zimno w porównaniu z dniem wczorajszym. Przyszła większość gości, studentów i pracowników. H, sub-warden, zaczęła odhaczać fire-list (z poprzedniej nocy, uaktualnioną – jeśli ktoś przyszedł z wizytą godzinę temu to teoretycznie też trzeba go wpisać do zeszytu gości wyłożonego w hallu). J wróciła ‘sprawdzić, co z tymi, o których nie wiadomo, gdzie są’. Zaczęliśmy żartować: skoro już się nie spalimy a tylko dostaniemy przeziębienia, powiedz is it real or is it only a trial. H pokpiwała: it’s probably fake. Wróciliśmy powoli ku głównemu wejściu. Jeszcze poczekaliśmy trochę w hallu (nie było sygnału, że można wrócić do zajęć czy pokoi). I dopiero, gdy po głównych schodach zbiegła rozgorączkowana G (akurat na recepcji) a w jakiś czas po niej – zaczerwieniona jak nigdy dotąd Szefowa – uwierzyliśmy, że coś było na rzeczy. Dokładnie – parę pręcików windy, które rozżarzyły się na tyle, iż dym został wychwycony przez detektor. Ludzi odszukano, ogień ugaszono (fachowymi) siłami Domu – bez konieczności dzwonienia na Fire Service i tłumaczenia pięć razy lokalizacji. Teraz pozostaje naprawa windy. Kosztowna, ale sezon był dobry, więc dom nie powinien zbankrutować. Wiele osób mówi, że to był ich pierwszy w życiu alarm p-poż i wyraża zdziwienie, że tak spokojnie (a nawet luzacko) wyglądał. Well, harmless as it turned out, this one was – indeed – real.

©BM 7Sep06

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Vigilantism – it’s a hit and miss game”

  1. Nasza powszednia « przelotnie-pobieżnie-przejściowo Says:

    […] Wody dziś mamy. Nie, nie będę lać wody ponad potrzebę – mam już na sumieniu to* i owo**… i jeszcze więcej (głównie tam, gdzie rzeka w tytule cyklu ;/). …Państwo […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: