<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Pocztówka znad Tamizy</title>
	<atom:link href="http://basiaacappella1.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://basiaacappella1.wordpress.com</link>
	<description>archiwalia a cappelli z letnich pobytów w Londynie 2004 - 2006</description>
	<lastBuildDate>Sat, 25 Jun 2011 03:39:05 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='basiaacappella1.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>Pocztówka znad Tamizy</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://basiaacappella1.wordpress.com/osd.xml" title="Pocztówka znad Tamizy" />
	<atom:link rel='hub' href='http://basiaacappella1.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Those elusive two: image projections and feel-good factor</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/06/01/those-elusive-two-image-projections-and-feel-good-factor/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/06/01/those-elusive-two-image-projections-and-feel-good-factor/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Jun 2009 00:00:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=303</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 20/2006 Jakiż kontrast ze sportowym zeszłym rokiem! Najpierw blamaż w Mistrzostwach Świata. Blamaż w stosunku do oczekiwań, możliwości, gaż i noszonych koszulek ‘złotej piłkarskiej generacji’ w ojczyźnie futbolu. Kontrast zdumiewającej nieodporności psychicznej rutyniarzy-Anglików z żelazną konsekwencją młodej drużyny gospodarzy czy niewiarygodnym powstaniem z popiołów francuskich weteranów. I marnym pocieszeniem jest los ‘grającej [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=303&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 20/2006</strong></p>
<p>Jakiż kontrast ze sportowym zeszłym rokiem!<br />
Najpierw blamaż w Mistrzostwach Świata. Blamaż w stosunku do oczekiwań, możliwości, gaż i noszonych koszulek ‘złotej piłkarskiej generacji’ w ojczyźnie futbolu. Kontrast zdumiewającej nieodporności psychicznej rutyniarzy-Anglików z żelazną konsekwencją młodej drużyny gospodarzy czy niewiarygodnym powstaniem z popiołów francuskich weteranów. I marnym pocieszeniem jest los ‘grającej pięknie jak nigdy i kończącej jak zawsze’ Hiszpanii&#8230;<br />
(Nb, Polacy pracujący w naszym akademiku próbowali ‘perswadować’ Hiszpanom, że ‘my też’ odpadliśmy…)</p>
<p>Portugalia odsyła więc do domu Rooney’a i kolegów, co uruchamia falę okrutnej krytyki – głównie pod adresem trenera i kapitana. Obaj rezygnują.<br />
Trwa tymczasem Wimbledon – turniej w Mekce tenisa. Od lat nie wygrał tu Anglik ani Brytyjczyk, nad czym punktualnie i chóralnie lamentują media. Tryumf Szkota Murray’a byłby jakimś pocieszeniem po <em>German campaign</em>. Niestety, Andy odpadł wcześnie i Wyspiarze nie mieli nawet tyle satysfakcji, ile trafiło się pewnemu a-tenisowemu narodowi z powodu dzielnej nastolatki spod Smoczej Jamy.</p>
<p>Rugby, krykiet… lepiej nie wspominać. Degrengolada, kontuzje, przerost gwiazdorstwa nad formą. Jedynym jaśniejszym punktem było zdobycie końskiego mistrzostwa świata przez królewską wnuczkę (córkę wybitnych dżokejów). Babcia &#8211; wciąż aktywna miłośniczka koni &#8211; ‘jakoś przeżyła’ transmisję…</p>
<p>Zniesmaczeni skłonnością polityków polskich (w tym np. byłego prezydenta) do sytuowania się w  kontekstach Małysza, siatkarek, piłkarzy – powiedzmy wszak, iż jest to trend ogólnoświatowy. I na dobrą sprawę szydzić można tylko z tych delikwentów, którzy budzą się do miłości do sportu i sukcesów (a zwłaszcza tych ostatnich) dopiero na urzędzie. Cóż &#8211; nawet, jeśli w życiu nikomu i niczemu się nie kibicowało – teraz nie można uniknąć podejmowania i spotykania ludzi podziwianych przez masową publiczność. Tejże publiczności ‘delegatów’ (może najbardziej autentycznych i wymiernych) do krainy ciężkiej pracy, pokonywania trudności, wychodzenia z nizin, szlifowania umiejętności i formy, sukcesu i światowości. </p>
<p>Delegowanie masowych aspiracji i marzeń odbywa się, co prawda, także w obszarach muzyki pop, seriali mydlanych, popularnych romansideł ‘urlopowo-podróżnych’, itp. &#8212; ale tu sukces i happy end (podmiotowy i przedmiotowy) zależą zbyt często od układów, natrętnej promocji, łutu szczęścia, by można było traktować te dziedziny ludzkiej aktywności inaczej, niż bajeczki dla rozleniwionych, zgnuśniałych dzieci.</p>
<p>Co innego sport. I tu mamy wprawdzie marketing (plus gorsze typy wspomagania), agentów i <em>super-hype</em>, (autobiografie ‘wydali’ ostatnio tak uznani wirtuozi pióra jak Stephen Gerard (Liverpool), Frank Lampard (Chelsea) i Wayne Rooney (ManU)).<br />
Ale przychodzi jednak czasem chwila prawdy. W postaci volley&#8217;a Zizou (05.’02, finał LM)&#8230; Albo tegoż geniusza <em>headbutt</em> (9.07.’06). Autentyczność obu wydarzeń nie do podrobienia. I nie do zagłaskania przez legion agentów i asystentów. (Choć ‘<em>post-headbutt Zizou</em>’ pokazuje, że <em>spin</em>-em można wygładzić nawet najgorszy obrót spraw… nie żeby ten akurat <em>spin</em> zmartwił zakochaną w swym francuskim idolu BM; tak czy owak – po szoku i trudnościach z zaśnięciem owej lipcowej nocy – zapamięta ona raczej <em>volleys</em> niż <em>headbutts</em>).</p>
<p>Kokietowanie i uwodzenie sportowców przez polityków jest w Polsce mniej umiejętne i o wiele bardziej niemrawe, niż w UK. Bo też niewiele u nas długotrwałych gwiazd boiska, bieżni czy stoku. Tylko tu i ówdzie rozbłyśnie spontanicznie współweselenie się z osiągnięć bliźnich. Nie jest też naszą cechą narodową mocna głowa – bardzo umiarkowany sukces, zamiast mobilizować, przewraca w wielu łepetynach. A szkoda, bo statystyczny Polak, wychylający nos za granicę na parotygodniowy urlop, nie zdaje sobie sprawy, do jakiego stopnia sukcesy sportowe przekładają się na prestiż kraju. Pomagając nie tylko przebywającym na obczyźnie, ale i na miejscu (inwestycje, turystyka, nawet większy odzew społeczności międzynarodowej w momentach katastrof czy klęsk żywiołowych).<br />
Polska bardzo potrzebuje tej międzynarodowej sympatii i celnych ambasadorów jej niewątpliwego sukcesu. Tym bardziej, im intensywniej nasi włodarze robią wszystko, by jej wizerunek nie wyszedł poza stereotyp pól z konikami i bocianami (okalających niefunkcjonalne miasta pełne aktualnych nacjonalistów i potencjalnych złodziei samochodowych). </p>
<p><strong>P.S</strong>. 11.10 pomyślałam smutno, że pasjonaci piłki (z Korei, Włoch, Hiszpanii…) znów będą ubolewać, iż Polacy raczej chodzili niż biegali po boisku. A tracąca z każdym dniem resztki manier Portugalka G  jeszcze bardziej napęcznieje dumą ze swej (rzadko odwiedzanej) ojczyzny.<br />
Meczu nie widziałam. Ale po odczytaniu chorzowskich ekscytacji zrobiło się jeszcze promienniej, niż w inne poranki tego złocistego miesiąca. <em>Feel good factor</em>… i jak się tu nie uganiać za sportowcami?!&#8230; </p>
<p><strong>©BM, July06-12Oct06</strong> </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/303/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/303/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/303/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/303/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/303/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/303/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/303/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/303/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/303/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/303/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/303/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/303/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/303/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/303/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=303&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/06/01/those-elusive-two-image-projections-and-feel-good-factor/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Terrible Twins (and related)</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/05/31/terrible-twins-and-related/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/05/31/terrible-twins-and-related/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 May 2009 00:00:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=299</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 19/2006 Gdy dwa lata temu zaczęli Państwo pytać, co i jak mówią media brytyjskie o naszych sprawach (rząd Belki, zbliżające się wybory, itp.) poczułam się jak Tomasz Lis, wspominający (w Nie tylko fakty) największą bolączkę pobytu w Ameryce – wołanie szefostwa o ‘zagraniczne echa’ (powiedzmy, pierwszej podróży A. Kwaśniewskiego do Waszyngtonu). Odpowiedź, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=299&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 19/2006</strong></p>
<p>Gdy dwa lata temu zaczęli Państwo pytać, co i jak mówią media brytyjskie o naszych sprawach (rząd Belki, zbliżające się wybory, itp.) poczułam się jak Tomasz Lis, wspominający (w <em>Nie tylko fakty</em>) największą bolączkę pobytu w Ameryce – wołanie szefostwa o ‘zagraniczne echa’ (powiedzmy, pierwszej podróży A. Kwaśniewskiego do Waszyngtonu).<br />
Odpowiedź, jakiej średnio rozgarnięty obserwator udzieli po miesiącu pobytu w dowolnym liczącym się kraju jest brutalna: ‘ech’ na ogół nie ma &#8211; bo być nie może. Polska jest średnim powierzchniowo &#8211; wciąż słabym gospodarczo, cywilizacyjnie, konsumpcyjnie, turystycznie &#8211; państwem europejskim.<br />
Na kolanach do Kalwarii idźmy, że najboleśniejsze przemiany przypadły na czas światowego wzrostu gospodarczego. I że Pan w miłosierdziu swoim posłał wtedy hardemu, niewdzięcznemu, szybko demenciejącemu narodkowi paru sensownych przywódców. W tym &#8211; profesora, <em>who knew a thing or two about economy and economics, and who just took the risk</em>. Dopuścił też Pan – dla równowagi i nie popadnięcia w zbiorowy triumfalizm – hordę bezmyślnych warchołów, zapiekłych zawistników, węszycieli spisków i wszelkiej maści paranoików, zgodnie zresztą z naszą wielowiekową tradycją. (Przejście Polaków przez Morze Czerwone Karczmarskiego wciąż mocne). Cud, że obecny <em>kociokwik </em>nie wylągł się deczko wcześniej i jakoś <em>wpleźliśmy</em> do NATO i UE. Stąd szansa poterminowania w roli państwa pieczołowicie budującego swój autorytet wśród narodów Europy. Pamiętającego o statusie ‘na dorobku’, gdy <em>no news is good news</em>. I o ryzyku ześlizgnięcia się do pozycji, jeśli nie Białorusi, to Ukrainy lub Argentyny.</p>
<p>I oto nastał Rok Pański 2006, gdy materiału dla ‘ech’ jest tyle, że starczyłoby (przemiennie z losami starszych i młodszych Polaków w UK) na codzienny tekst. Ale znów nie jestem do końca <em>happy</em>…<br />
Poprzedni akapit, a w nim osobisty i ekspresowy kurs najnowszej historii Polski, podszepnął już Państwu, że może mnie nie być wśród wielbicieli obecnej ekipy. Ani nawet – wśród rozumiejących, o co jej chodzi i &#8211; zwłaszcza &#8211; jakimi środkami chce to osiągnąć (i czemu takimi). Powiększa się za to (przyprawiajac o zimne poty) wrażenie całkowitej obcości pojęć, metod, wrażliwości. Oraz uczucie dejavu: skąd ja znam ten język, frazeolo, klimaty?&#8230;</p>
<p>Już wiosną 2005, gdy tygodniki opinii przypomniały i zsumowały dorobek życiowy Braci, utwierdziłam się w przekonaniu, że ten rodzaj populizmu jest groźniejszy od lepperowskiego czy giertychowskiego, miedzy innymi poprzez swą prawniczą legitymizację i socjotechniczne sztuczki, w trakcie których (i po) ‘jaka była w nich trucizna najlepszy spec się już nie wyzna’. Świadome pomieszanie złego i dobrego zawsze grozi wybuchem. A częściowo-słuszna diagnoza zda się psu na budę, jeśli terapia zaserwowana w jej następstwie doprowadzi do wyniszczenia organizmu.<br />
Ostrzegłam kogo mogłam, niektórzy posłuchali…</p>
<p>Co dyskwalifikowało i dyskwalifikuje PiS jako propozycję modernizacyjną dla Polski?<br />
~lekceważenie potrzeby promocji społeczeństwa obywatelskiego (gorzej &#8211; rozmyślne i perfidne podważanie autorytetu wielu obywatelskich instytucji, które z takim trudem ukształtowaliśmy)<br />
dalej – w kolejności, w jakiej zagadnienia przychodzą mi na myśl –<br />
~podjęcie się misji tworzenia rządu bez kadr gospodarczych (i programu), niezrozumienie gospodarki i rynków przez Braci<br />
~ogólne braki kadrowe (gęby, jakie siadły na stołkach poznaliśmy w międzyczasie lepiej)<br />
~obsesja układów i spisków, wizja człowieka jako istoty słabej, złej, knującej i podejrzanej, nad którą trzeba sprawować kontrolę (im ściślejszą tym lepiej)… i rozliczać, rozliczać, rozliczać<br />
~danie upustu bliźniaczej fiksacji (wszyscy są przeciw nam, ale nas jest przecież dwóch!)<br />
~niszczenie wątłej kultury prawnej i ogólnodemokratycznej, instrumentalizacja prawa<br />
~ubliżanie wszystkiemu i wszystkim<br />
~samowywyższanie się ‘moralne’, nadmiar bozi, kraju malowanego zbożem rozmaitem i innych odświętnych pojęć w retoryce<br />
~nieinicjowalnie najważniejszej obecnie dyskusji: o pozyskiwaniu i wykorzystywaniu unijnej kasy<br />
~odwracanie kota historii do góry ogonem (kot Prezesa ma się dobrze, miejmy nadzieję), atmosfera przyzwolenia na opluwanie nieżyjących<br />
~prywatne vendetty, syndrom oblężonej twierdzy i prawo do odegrania się (załatwimy cię!)<br />
~szkodliwe propagowanie kultu wodza i czyściciela (regres do bolszewicko-azjatyckiego schematu – por. kult batiuszki Putina)<br />
~podgrzewanie atmosfery i obarczanie innych winą za efekty, emocjonalizm i ‘chlapanie’ głupstw<br />
~niezdolność do wypowiedzenia słowa ‘przepraszam’, wycofania się z lapsusu czy błędu<br />
~ataki na inteligencję i kształcących się, prokurowanie wielu stawów mętnej wody, nieustanne wkładanie kija w mrowisko (krzycząc o ‘stabilizacji’ – cokolwiek by to miało oznaczać)<br />
~anachroniczna wizja dyplomacji i stosunków Polski z sąsiadami<br />
~brak kadr do prowadzenia polityki zagranicznej, niszczenie i alienowanie tych, które są<br />
~igranie (jak z ogniem) ze specsłużbami i ludźmi tam pracującymi, już zwolnionymi albo zwalnianymi (skandal i nieprofesjonalizm, który może się zemścić i na Polsce i na ‘czyścicielach’)<br />
~‘to lipa, ale gramy w to, bo ciemny lud to kupi’<br />
~Gosiewski, Giżyński, Dorn, Lipiński, Suski, Wasserman, Zawisza, Kamiński, Bielan, Cymański, Mojzesowicz… (kolejność przypadkowa)<br />
~Jacek Kurski<br />
~zarzucanie opozycji i mediom, iż czynią, co jest psim obowiązkiem tych instancji (krytykują)<br />
~kradzież słowa ‘solidarny’, manipulacje ważnymi pojęciami (liberalny, elity, negocjacje, korupcja);<br />
~nieumiejętność wyjścia w swych agitkach poza schematy IIIRzeszy, Gomółki, Gierka i Jaruzelskiego<br />
~narzucenie konfrontacyjnego stylu debaty publicznej (udziela się nawet dotychczasowym gołąbkom)<br />
~wypchnięcie na urząd prezydenta człowieka bez potrzebnych na tym stanowisku: charyzmy i niezależności, bez języków, bez umiejętności nawiązywania kontaktu z ludźmi i bez podstaw arbitrażu, nie wstydzącego się swej stronniczości, który na dobitkę nie potrafi przeczytać przemówienia powitalnego przed papieżem<br />
~ ……    ……    …… ……   ……    ……   ……   ……..</p>
<p>Zirytowanych wyborców PiS (komputer stale mi poprawia na ‘pis’ – może i ma rację; ciekawe, kiedy przerzuci się na <em>piss [off]</em>?) &#8211; rozchmurzy może informacja, iż niniejszą pocztówkę piszę od końca lipca. Skończyć nie mogę a raczej nie mam zdrowia, bo, ilekroć myślę: ‘teraz to już dno’ &#8212; wydarzenia pokazują, że da się zejść niżej (i w muł bardziej mazisty). Może to tylko ilustracja znanej prawidłowości, że upadek z wysokiego konia bywa efektowny. Upadek z pokracznych szczudeł, z których pokrzykiwano na innych, nie opanowawszy podstawowych zasad równowagi, jest dla cyrkowców w pełni zasłużony.<br />
I jeśli reszta przy tej okazji trochę zmądrzeje – skórka byłaby może warta wyprawki… (ceną-minimum &#8211; roczna stagnacja modernizacyjna kraju).<br />
Ale o Kaczyńskich i otaczających ich ludziach wiedzieliśmy prawie wszystko &#8211; a mimo to wystarczająca liczba wyborców dała im przepustkę na salony. Więc kto może wykluczyć kolejne uwiedzenia?… ‘<em>Myśmy wszystko zapomnieli’</em>.</p>
<p>Podekscytowanie rozwojem spraw polskich dopada mnie raz po raz i przeszkadza w objaśnianiu zaciekawionym osobom i instytucjom naszych detali, smaczków, dziwactw – czego z braku miejsca i z powodu odmiennej konwencji nie robią tzw. dalekopisy (wszędzie <em>pis</em>!)</p>
<p>Do dzisiejszego poranka (27Sep) radziłam sobie jakoś i próbowałam tłumaczyć Prezydenta, Premierów, Lidera Parlamentu, Ministra Sprawiedliwości mojego kraju. Niektóre pytania (tak w rozmowach osobistych jak i zawodowych) były skrajnie niewygodne dla kogoś, kto zna tutejsze przesiąknięcie kulturą demokratyczną i sposób myślenia demaskujący w lot każde nadęcie, niespójność i niedorzeczność. Ten brytyjski kult <em>no nonsense </em>w polityce: autoironii, poczucia humoru, umiejętności zmieniania stylu wypowiedzi w zależności od potrzeby (decorum), znoszenia przeciwności i krytyki z klasą, lekkości i polotu &#8211; sprawia, że Kaczyńscy i ich ekipa są dla tubylców zjawiskiem z Marsa albo równie odległego porządku. I nigdy dość przypominania rozmówcom liczby wyborców, którzy na nich zagłosowali. W przeciwnym razie lud miejscowy pomyśli, że wszyscy Polacy to paranoidalne, kłótliwe nadęciuchy (przyswajam sobie twórczo modne formacje słowotwórcze…)</p>
<p>Dziś, po odsłuchaniu nocnych rewelacji, komentarzy, konferencji prasowych (z ‘ubekistańskiego’ TOKFM) znów musiałam powiedzieć ‘pas’. Po raz drugi od marca, gdy Leszka Balcerowicza mieszano z błotem w polskim Sejmie. Znów nie da się natychmiast wyciszyć, popatrzyć z jednej i z drugiej strony. Znów górują: przerażenie, oburzenie, utrata nadziei…<br />
Jak to dobrze, że Brytyjczycy na razie nie zgłaszają się po opinie.</p>
<p><strong>©BM, 21July-13Aug-27Sep06</strong></p>
<p>&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;&#8222;`<br />
<strong>Amsterdam</strong>. Nie zdążę już dołączyć do panoramiczno-emocjonalnego wstępu proporcjonalnie obszernego rozwinięcia. To znaczy:<br />
1º szerokiego samplingu wątpliwości rozmówców,<br />
2º moich (pomysłowych) prób tłumaczenia posunięć Braci i ich ludzi,<br />
3º bogatych cytatów z mediów. </p>
<p>Zatem tylko dwie próbki.</p>
<p>O dymisji Marcinkiewicza i nominacji JK na stanowisko szefa rządu napisał szerzej Times: ‘<em>Terrible twins’ take power and declare war against EU liberals </em>(20July).<br />
Dalej (<em>lead</em>): <em>They oppose homosexuality, suspect foreigners, are almost telepathic and promise to defend their culture. Poland’s new leaders are setting off alarm bells.</em><br />
Ciekawsze sformułowania:<br />
<em>‘the most bizzare political partnership in Europe’ ‘JK will accentuate the country’s status as one of the most awkward members of the European Union’ ‘[the twins are] homofobic, intolerant, ultranationalist and always eager for a scrap with Poland’s neighbours’ ‘unprecedented concentration of power (Tusk)’ ‘polarisers with a destructive energy [...] always suspecting people, always involved in intrigue (Walesa)’ ‘look-alike rulers have occured only in fiction, such as Antony Hope’s The Prisoner of Zenda or in Hollywood films’ ‘[the twins] are famed for their fractiousness’ ‘the only way to distinguish them is by a small mole to the left of Lech Kaczynski’s nose and the cat hairs on Jaroslaw’s Kaczynski’s clothes’ ‘When a Berlin newspaper recently mocked their relationship to their mother, Lech Kaczynski demanded an apology from the German Government, compared the article to the ravings of Der Stuermer, a Nazi-era newspaper, and refused to attend a meeting with Angela Merkel and President Chirac’ ‘Neither twin is keen on foreign countries. Lech Kaczynski proudly declared that his experience of modern Germany is limited to the lavatories of Frankfurt airport’ ‘The key may lie in the 45 minutes that separated the births of the brothers. Jaroslaw is the older, dominant twin – the strategist and plotter. Lech is more gregarious but also more submissive. Sometimes he will pick up the phone before it rings, knowing that his brother is calling.’</em> [koniec]</p>
<p>Independent nie pofatygował się pod koniec lipca w ogóle&#8230; (wcześniej dał rzeczowy, średniej wielkości tekst: <em>&#8216;Twins take top jobs in Polish politics after premier quits&#8217;</em>, 8July)<br />
Teraz szeroko oświetla warszawskie rewelacje (podobnie czynią inne, jakościowe dzienniki).<br />
<em>Poland ‘s ruling coalition rocked by allegation of corrupt dealings (28Sep)<br />
‘second political crisis in a week’ ‘senior aide to the PM was filmed secretely offering financial and political inducements to persuade an MP to swich political parties’ [mind you – not secretely filmed but secretely offering, BM] ‘the row is likely to deal a fatal blow to the beleaguered government led by JK’ ‘last week the PM – whose twin brother, Lech, is Poland’s president – unceremoniously sacked the deputy premier Andrzej Lepper, leader of the ultra-nationalist Self-Defence party. The acrimonious row broke apart the coalition and deprived Mr Kaczynski’s Law and Justice party of its parliamentary majority’ ‘The drama, which engulfed Warsaw yesterday, emerged from efforts by Law and Justice to lure enough MPs from rival parties to stay in government’ ‘Footage of the encounters, in a hotel room next to the parliament building in Warsaw, was being screened all day on Polish television yesterday’ ‘’ ‘more damaging, [...] he [Lipinski, BM] discussed paying off a penalty of 500,000 zlotys (£85,000) which Self-Defence has forced its MPs to promise they would pay if they quit their party’ ‘’ ‘Even before the revelations, Mr Kaczynski faced a difficult task in trying to cobble together a new coalition, and many believe such a prospect is now impossible’<br />
‘Nationalists, eurosceptic and noted campaigners agains gay rights, the Kaczynski twins have made few friends in European capitals. However, yesterday’s convulsions will be seen as further evidence of political instability in the EU’s new, eastern countries, following last week’s riots in Hungary.<br />
In its short life the government has been no stranger to drama. Earlier this year President Lech Kaczynski sacked his initial Prime Minister, Kazimierz Marcinkiewicz, and installed his twin brother; breaking a pre-election pledge not to concentrate Poland’s two most powerful political jobs in the hands of one family’ </em>[koniec]</p>
<p>Ręce opadają (zaczynają uderzać za mocno w klawiaturę). Wymarsz do Rembrandta!…</p>
<p><strong>©BM, 1Oct06</strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/299/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/299/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/299/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/299/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/299/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/299/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/299/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/299/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/299/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/299/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/299/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/299/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/299/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/299/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=299&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/05/31/terrible-twins-and-related/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>High tides, low tides… and an odd flood</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/04/01/high-tides-low-tides%e2%80%a6-and-an-odd-flood/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/04/01/high-tides-low-tides%e2%80%a6-and-an-odd-flood/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Apr 2009 01:01:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=294</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 18/2006 Miłośnicy East Enders pamiętają z pewnością czołówkę tego &#8216;kultowego&#8217; serialu: areal view of London z wijącą się wstążką Tamizy. Podobnie płynie przez Paryż Sekwana. Takie tereny od wieków sprzyjały osadnictwu, ale zakola dużych rzek były też &#8211; bardziej, niż proste nabrzeża &#8211; narażone na dobrodziejstwo inwentarza, powódź. Których było w historii [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=294&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 18/2006</strong></p>
<p>Miłośnicy East Enders pamiętają z pewnością czołówkę tego &#8216;kultowego&#8217; serialu: <em>areal view of London </em>z wijącą się wstążką Tamizy. Podobnie płynie przez Paryż Sekwana. Takie tereny od wieków sprzyjały osadnictwu, ale zakola dużych rzek były też &#8211; bardziej, niż proste nabrzeża &#8211; narażone na dobrodziejstwo inwentarza, powódź. Których było w historii Londynu parę. <em>Living memory</em> przechowuje jedną &#8211; z 1953 (dotknęła wschodnią Anglię i część stolicy, zginęło 140 osób).<br />
Klęska sprowokowała dyskusję o zabezpieczeniu miasta przed przyszłymi nieszczęściami tego typu. Grudniowy Wielki Smog 1952 zabrał życie ok. 4000 osób i też ‘pomógł’ podjąć ważne decyzje (Clean Air Act). Londyn zaczął się przekształcać w miasto postindustrialne. W analogicznym okresie ówcześni władcy Polski nie zdążyli jeszcze zadecydować o połowie obłąkańczych hut, kopalń, cementowni i innych zakładów chemicznych… a miał przyjść kacyk, dla którego szablonem nowoczesności dla Polski była północna Francja z lat trzydziestych (Nord to parias cywilizacyjny Słodkiej i Heksagonalnej).</p>
<p>Dla niektórych Londyn wciąż równa się mgła… tak się naczytali Sherlocka Holmesa. Ja doświadczyłam tu całodziennego ‘mleka’ tylko raz w życiu – w listopadzie 98… Późno-listopadowego (albo i wczesno-grudniowego) wieczora usiłowałam wytłumaczyć monachijskiej współlokatorce (z pd Polski), jak się z ową mgłą uporano. I że fajerwerki Guy’a Fawkesa widać z Crystal Palace w promieniu kilkudziesięciu mil: od Croydon po Hampstead Heath i Wembley (5.11- pamiątka wykrycia i unieszkodliwienia  ‘katolickiego’ Gunpowder Plot). M posłuchała, pokręciła głową i rzekła ‘a ja i tak tam nie chcę jechać, bo tam jest ciągle mgła’. Cóż, listopad dla Polaków niebezpieczna pora.</p>
<p>Ale niewielu nie-bywalców pamięta o powodziach. Albo o regularnym zalewaniu ulic, ogródków i skwerów.<br />
Bo Tamiza w Londynie ma tę dodatkową atrakcję, że jest bardzo blisko swego lejowatego ujścia. Niewiarygodne, jak ta krótka i niepozorna (np. w Oxfordzie) rzeczka, puchnie w samym Londynie. I jak bardzo potrafi się podnieść i opaść w ciągu paru godzin (czasem – parunastu kwadransów). Wielu nieobznajomionych z pływami uwiodły atrakcyjnie wyglądające plaże; jeśli dotarli podczas niskiego poziomu wody na bardziej zachęcające <em>pebbles</em> (nie poślizgnąwszy się na zdradliwym nabrzeżu lub podłożu), zastali tam mokry, oślizgły teren i wiele ‘znalezisk’ &#8211; idealne pole dla poszukiwaczy metali i innych skarbów, mniej ponętne dla amatorów kąpieli słonecznych. Niestety, niemożliwe jest zorganizowanie nad Tamizą plaży miejskiej podobnej do ‘celebrowanej’ paryskiej La Plage.</p>
<p>Niedawno zapowiadano wyjątkowo wysokie <em>high tides</em>. Miało to związek ze współwystąpieniem paru czynników (pełnia, bliskość równonocy i coś tam jeszcze). I z faktem, że Ziemia jest elipsoidą obrotową a nie ganz-regularną kulą. Prognozy sprawdziły się co do joty, a ja miałam okazję do traperskiej przeprawy w samym środku miasta (Barnes, okolice rezerwatu Leg’o’Mutton). Ze zdjęciem butów, czyli prawie tak atrakcyjnie, jak zdarza się w Grupie Jaworzyny czy Beskidzie Niskim (przepraszam polskie góry za niestosowne skojarzenia). Było upalne sobotnie popołudnie i rzeka zabawiła się z licznymi spacerowiczami, joggerami oraz rowerowiczami. Dokładniej – przycisnęła ich do muru St Paul’s School. Konni policjanci też brodzili przez tę wodną ścieżkę, wzbudzając radość dzieci, i bez tego mocno podekscytowanych. Dzień później &#8211; po drugiej stronie &#8211; widziałam podtopione auta (co na to ich katalizatory?) i lepki muł, który miejscami dotarł wysoko i daleko. Ale, mimo regularnego wdzierania się wody pod progi, Chiswick to bardzo pożądany rejon na zakup ‘lepianki’. Chiswick Mall jest obłąkańczo droga, a wygląda, jak na załączonym obrazku: dom (z widokiem na śmierdzącą rzekę), zaraz pod nim zalewana regularnie ulica. Po której trzeba zresztą wolno jechać, bo stale łażą spacerowicze (<em>stupid cows </em>- mawiała pewna Irlandka, absolwentka <em>convent school</em>); pomiędzy rzeczoną ulicą a rzeką &#8211; kawałek własnego ogródka (podwyższony, więc rzadziej zalewany). Zazwyczaj trawnik, lecz bywają i prawdziwe hortikulturalne szaleństwa.</p>
<p>Zaporę przeciwpowodziową Thames Barrier &#8211; zainspirowaną powodzią’53 a odtrąbioną w 1965 roku &#8211; ukończono na początku lat 80-tych. Odtąd uznawana jest, zwłaszcza w kręgach inżynierskich, za niemal-ósmy cud świata. A za <em>must see </em>- wśród koneserów Londynu. Pewien warszawski architekt, ilekroć przychodziło mu się zdumieć, że tyle rzeczy zdołałam zobaczyć w UK (mimo braku czasu i ograniczonych środków), konkludował zawsze z udawaną złośliwą satysfakcją: ‘ale Thames Barrier jeszcze nie widziałaś’. Dodając słodko, jakby perswadował coś upartemu dziecku: ‘musisz tam w końcu dotrzeć, Basiu, to niedopuszczalne by taaaka turystka i ekspertka od Wielkiej Brytanii nie widziała takieeego cudu techniki’. W którąś listopadową niedzielę ‘98 już jechałam, ale coś mnie zwiodło po drodze na manowce…</p>
<p>I oto trzy tygodnie temu, potwierdzając znajomej, że będę, jak obiecałam, o pierwszej na <em>afternoon tea</em>, usłyszałam: ‘świetnie, pogoda jest super, przejdziemy się do Woolwich, do Thames Barrier’. Mieszkając w Charlton, P ma równie blisko (dla Polaków – daleko) do Millenium Dome i David Beckham Academy, jak do Bariery. Poszłyśmy, zobaczyłyśmy. P zdumiona, że tak pięknie uporządkowano ścieżkę-chodnik nad Tamizą. Znów milenijne sprzątanie! Jest nawet marina. Wspomniana Akademia Beckhama wyrosła nieco później, zresztą w parę tygodni.<br />
Wschodni Londyn i jego niesamowici mieszkańcy zasługują na szersze uhonorowanie… P mówi, że będzie jej bardzo brakować tych postindustrialnych klimatów, gdy się już wyniesie z L na emeryturę na wymarzoną farmę. (Najpierw jednak jej dom musi pójść w górę na tyle, by kupno ziemi i zagrody – na spółkę z bratanicą &#8211; było możliwe. Stąd obecna akcja ‘dodatkowa sypialnia’ (z dużej łazienki): koszt 12,000, wzrost wartości &#8211; 45,000. Stąd nadzieja, że – z powodu Olimpiady 2012 – ceny domów w rejonie Greenwich jeszcze wzrosną).</p>
<p>Sama Barrier jest oczywiście godna swego rozgłosu. Lśniła pięęęknie w pierwszowrześniowym słońcu. A o technikaliach przeczytają Państwo na: touruk.co.uk/london_sights/thamesbarrier&#8230;</p>
<p>Bariera ma ‘gwarancję’ do 2030 roku. Dotąd użyto jej ponad 20 razy. Tylko. Lecz alarmujące prognozy (na podstawie obserwacji topienia się terenów arktycznych) wskazują, iż już niedługo usłyszy o niej częściej świat nie-architektów. Mamy 10 lat na uratowanie planety &#8211; i tym razem nie wygląda to wszystko na histerię kilku nawiedzonych uczonych i zielonych. Londyn zmobilizował się dla rozwiązania lokalnych bolączek ekologicznych (smog, czystość wód, powodzie lokalne), ale przeciwdziałanie <em>global warming </em>wymaga światowego konsensu. O co, jak wszyscy widzimy, trudno… nawet w obrębie cywilizowanego myślenia o dobru wspólnym. Więc <em>global warnings</em> swoją drogą a <em>In Barriers we trust </em>swoją…</p>
<p>A jeśli to nie wystarczy? Mam nadzieję, że nie będzie mnie wtedy wśród spacerowiczów nad Tamizą.</p>
<p><strong>©BM 22Sep06 </strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/294/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/294/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/294/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/294/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/294/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/294/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/294/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/294/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/294/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/294/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/294/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/294/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/294/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/294/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=294&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/04/01/high-tides-low-tides%e2%80%a6-and-an-odd-flood/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Fat: the issue of class, the issue of freedom</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/03/31/fat-the-issue-of-class-the-issue-of-freedom/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/03/31/fat-the-issue-of-class-the-issue-of-freedom/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Mar 2009 22:22:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=291</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 17/2006 Pamiętają Państwo, co najbardziej miały za złe Monice Lewinsky amerykańskie chattering classes? – Oczywiście, nie samą &#8211; toe curling – historię w Gabinecie Owalnym. Także nie cashing on it. Ale to, że a nice middle class girl, White House intern and finally a celeb, couldn’t help but to put on weight. [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=291&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 17/2006</strong></p>
<p>Pamiętają Państwo, co najbardziej miały za złe Monice Lewinsky amerykańskie <em>chattering classes</em>? – Oczywiście, nie samą &#8211; <em>toe curling </em>– historię w Gabinecie Owalnym. Także nie <em>cashing on it</em>. Ale to, że <em>a nice middle class girl, White House intern and finally a celeb, couldn’t help but to put on weight</em>. (Już w trakcie furory medialnej, rzekomo wskutek presji &#8211; tzw. <em>comfort eating</em>). </p>
<p>Tak – im bardziej rozprzestrzenia się epidemia otyłości, tym bardziej ostracyzowani są ci, którzy jej ulegają.<br />
Kiedy ponadnormatywne gabaryty były rzadkością, traktowano problem jak smutną ciekawostkę, z odcieniem współczucia dla nosicieli (będą chorzy, nie doświadczą frajdy powspinania się na Great Gable, ani intensywnej gry w tenisa).<br />
Ale gdy zjawisko stało się banalne – wypłynęło brutalne ‘mni zryć’. Z równie mało delikatnym wypominaniem ponadprzeciętnego obciążenia dla podatnika. </p>
<p>Znaczące nasilenie <em>fattie-bashing </em>troszkę zaskakuje w społeczeństwie wytresowanym w poprawności politycznej i normach współżycia (oraz przyzwyczajonym do wszelakich ekscentryzmów). Niektórzy alarmują – <em>fattism (sizeizm) </em>staje się na naszych oczach nowym sposobem dyskryminacji: w ludzi wstąpiła odwaga piętnowania nie tylko grzechu, ale i pojedynczych grzeszników.<br />
Niby to bardziej <em>fair</em>, niż uprzedzenia i ataki z powodu koloru skóry, narodowości, wyznania, płci czy wieku. I niektórzy z satysfakcją ogłaszają, że od dawna czekali na tę zmianę nastrojów: Jak to, można było w biurze powiedzieć do najszczuplejszej (przy okazji ostatniego kawałka tortu) – ‘ty zjedz, tak marnie wyglądasz’, a nie można do najbardziej puszystej – ‘ale ty to może jednak nie powinnaś?!’. Już korygujący linię mieli trudniej (jak wbić takiemu dwie-trzy szpile &#8211; w jednym zdaniu współrzędnie złożonym: ‘kiepsko ostatnio wyglądasz, czy wszystko w porządku? &#8211; ale cieszę się, że schudłaś; ostatniej zimy to jednak… nie chciałam mówić ale martwiłam się już trochę’).</p>
<p><em>Common wisdom </em>głosi, że otyli nie są wiarygodni w coachingu, terapiach (także spowiadaniu, ale ono tu w zaniku) czy PR. I wszędzie, gdzie jaskrawo widać okrucieństwo porzekadła ‘lekarzu, ulecz samego siebie’. Mogą mieć kłopoty na niższych i średnich pozycjach w bankowości i finansach oraz w <em>hospitality </em>(stewardessy wiedzą o tym od dawna). Nie dostaną pracy tam, gdzie trzeba szybko i zwinnie biegać (np. w maleńkich kafejkach). Z trudnością w miejscach, gdzie liczy się pierwsze wrażenie i wizerunek firmy czy autorytet (ostatnio widziałam otyłą dziewczynę w mundurze ochrony National Maritime Museum – faktycznie, wyglądała groteskowo). </p>
<p>Od dawna wiadomo, że stereotyp rubasznego, roześmianego i życzliwego bliźnim grubaska jest idealizacją; równie często są to dziś ludzie znerwicowani, zmęczeni wagą i kolejnymi próbami jej zrzucenia, drażliwi, a w związku z ostatnim skłonni do procesowania się o <em>bullying, mobbing</em>, itp. Dlatego lepiej nie robić sobie kłopotów a w razie narastania problemu w trakcie trwania zatrudnienia – zwolnić pod pierwszym wiarygodnym pretekstem. Taka jest ponoć praktyka myślenia w <em>competitive businesses </em>(nikt się nie przyzna do jej stosowania, każdy potwierdzi jej sensowność).</p>
<p>Człowiek z poważnym zawodem i statusem na otyłość nie może sobie pozwolić. Nie-panowanie nad wagą jest uważane za sygnał utraty kontroli nad wieloma innymi sprawami (jakość małżeństwa, kariera, atrakcyjność towarzyska). Klasa średnia zaczęła się obawiać ‘zabalonowania’ niczym choroby zakaźnej. Niedawno usłyszałam od znajomych taką mniej więcej frazę: ‘Szukamy <em>au pair </em>albo nanny; do niedawna przychodziła córka sąsiadów… nawet niedrogo, ale zaczęła tyć i musieliśmy się jej pozbyć by nie dawała złego przykładu dzieciom… poza tym mocno podjadała (a kupujemy drogie rzeczy organiczne), więc w sumie przestało się to opłacać’. </p>
<p>Jest grupa traktująca najnowszy problem narodowy podobnie, jak polskie święte niewiasty, przyrzekające dożywotni wstręt do alkoholu by odpokutować za parę milionów alkoholików (bo chyba nie mają złudzeń, że totalną abstynencją wyprowadzą kogoś z uzależnienia… czy nauczą pić z umiarem). Analogicznie tu – słyszy się o ludziach tak przerażonych obrazem współziomków na włoskich czy francuskich plażach, że od wczesnej wiosny, w aurze misji narodowej, pozbywają się dwóch-trzech zbędnych kilogramów po to, by w jakiejś Prowansji czy Toskanii ‘zobaczyli’, że Brits to nie tylko bezkrytyczne grubasy w tanich kostiumach kąpielowych. Jeszcze nie zginęła ambicja w narodzie &#8211; plebejscy Amerykanie nie wstydzą się ponoć żadnej kategorii wagowej. </p>
<p>Oficjalne prognozy są pesymistyczne – za 3 lata na otyłość cierpieć tu będzie 13m dorosłych. I jeden milion dzieci. Media populistyczne dały (oczywiście) nagłówki typu: <em>Government missing targets on obesity</em>. Jakby rząd mógł zainstalować obywatelom czujniki przy widelcach czy łyżkach deserowych, niczym jakaś Supernanny. Lub… (wstaw dowolny pomysł orwelliański lub neo- ).</p>
<p>Ale pewnych zastrzeżeń (co do wolności wyboru tego, co wkłada w usta przeciętnie edukowany i sytuowany Brytyjczyk) nie da się do końca obśmiać. Pisałam już o nawykach oraz o przemyśle spożywczym. Tego lata wszyscy analizowaliśmy faktyczne zawartości soli w produktach. I informacje na etykietkach o jej dziennym zapotrzebowaniu. Człowiek zorientowany wie od dawna, że etykietkom produktów spożywczych wierzyć nie należy. Ale to nie powód, by umieszczano tam bezkarnie różne uspokajające bzdury. Za parę lat ktoś wytoczy proces firmie (albo państwu), że nie wiedział, iż pączki czy <em>croissants </em>tuczą i wpędzają w choroby. I wygra, jak wygrali amerykańscy palacze ‘nieświadomi’ toksyczności nikotyny.</p>
<p>Jamie Oliver, niezmordowany bojownik w walce o nawyki i dietę dzieci, jest znów na ekranach z programem <em>Back to School Dinners</em>. Zniknięcie ‘prawdziwego lunchu’ ze szkół państwowych uważane jest za zaniedbanie rządu – w <em>lunch boxes </em>ląduje co popadnie – nawet smażone w głębokim tłuszczu <em>chicken nuggets </em>z McDo i <em>crisps </em>na zagryzkę… plus <em>fizzy drinks</em>. Impulsywny Oliver wścieka się, że dość ma poprawności politycznej i nie zamierza dłużej ukrywać, co myśli o takich rodzicach. Jak zwykle, przejmie się najbardziej klasa średnia. I będzie wytaczać z supermarketów wózki jeszcze bardziej pełne owoców i warzyw (widzę coraz bogatszy wybór, np. jagód typu białe, czerwone, czarne porzeczki, agrest – czego ostatnio jakby mniej w polskich wielkopowierzchniowcach).</p>
<p>Zagadnienie otyłości staje się poważnym wyzwaniem dla liberalnego stylu myślenia. Jakkolwiek długo nie próbowałaby wciskać ciemnoty nadwiślańskiemu narodowi dobrana banda oszołomów, konotacje tego pojęcia są w świecie cywilizowanym ze wszech miar pozytywne. Ale co rusz pojawiają się kryzysy (czasem faktyczne, innym razem urojone lub wręcz sprowokowane), gdy człowiek czuje potrzebę (ma pokusę) ograniczyć wolność brata swego ‘dla jego dobra’, ‘by go ochronić przed nim samym’. I dla dobra stron trzecich, które to dobro ma się zrealizować przy wzajemnym ograniczeniu praw i wolności (np. do zysku czy samorealizacji). Kryzys otyłości  jest rzeczywisty, zatem i dyskusja staje się poważna.<br />
Czy, jeśli ktoś ma potrzebę opychania się głęboko-smażonymi snickersami czy potrójnie procesowanymi cheeseburgerami, to bliźni (albo i państwo) mają prawo mu tego zabronić? Ale co z dziećmi wychowywanymi przez rodziców, którym w każdej chwili grozi zawał, wylew (dalej cukrzyca i nowotwory)? Poza wszystkim, te dzieci chłoną złe nawyki jak gąbka. Czy zakazać przemysłowi reklamowania tego, co słone, słodkie i tłuste? (mają się dogadać co do kodu dobrych praktyk do 2007; jeśli nie – wkroczyć ma ustawodawca… ale tak ‘wkracza’ już od paru lat).<br />
W jakim stopniu ograniczyć ‘targetowanie’ dzieci przez reklamę <em>junk food</em>? Jak karać <em>misleading adverts&amp;labelling</em>? Czy otyli mają płacić za swą gnuśność także w ubezpieczeniach obowiązkowych? Czy odmawiać im pewnych praktyk medycznych w ramach NHS? (już się to cichcem stosuje a ostatnie gorące polemiki dotyczyły perspektywy zakazu IVT dla otyłych kobiet). Czy wprowadzić akcyzę na słodycze i hamburgery wzorem alkoholowej i tytoniowej? I tak dalej. </p>
<p>Czystej krwi wolnościowiec powie, że kryzys otyłości jest smutną cechą społeczeństw dobrobytu. A jedynym remedium jest edukacja społeczeństwa… może też narzucenie paru groszy na cenę ewidentnie chorobo- i śmiercionośnych produktów (niech płacze i płaci za swe przyszłe leczenie ten, kto z 70% prawdopodobieństwa hoduje sobie cukrzycę). Można podejść bardziej empatycznie, ucząc dojrzałości i odpowiedzialności w <em>housekeeping</em> (kształtowanie nawyków, nauka gotowania i komponowania prostych posiłków, radzenie sobie z psychologicznymi aspektami zmiany diety i stylu odżywiania się, itd.) </p>
<p>Trudniej dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę… mówię bom smutny i sam pełen winy. (wieszczowie)<br />
Wyjeżdżałam do UK z wagą może nie najniższą z moich wiosennych, ale dobrą i utrwaloną. I z – jak mi się wydawało &#8211; już stuprocentowym sposobem na nie-utycie w kraju tysiąca pięciuset smacznych kalorii za 25p (<em>single bus ticket </em>- £1.5, wkrótce £2). Udawało się to znakomicie (początkowo waga szła nawet w dół) aż do połowy sierpnia. Po czym <em>deadlines</em> projektowe (ergo &#8211; <em>comfort eating/snacking</em>), smutna pogoda, więcej siedzącego trybu życia, jedna-dwie przykrości – wszystko to wyrzuciło mnie spektakularnie na mielizny (<em>six pounds up</em>). Do skorygowania w dwa-trzy tygodnie, ale niesmak jest. I natychmiast odczuwa się większe zmęczenie – np. po siedmiu godzinach dreptania po L z weekendowym Gościem).</p>
<p>Tymczasem w ogrodach National History Museum (na które wychodzi okno mojego pokoju na ostatnie dwa tygodnie) trwa właśnie co-pół-roczna impreza, London Fashion Week. Cały ten światek (<em>journos, fashionistas, models, designers</em>) ma – jak ogólnie wiadomo – obsesję na punkcie wyglądu. Z której żartują sobie sprzedawcy <em>pies</em> przed jedną z bram: <em>&#8222;free pies for models&#8221;</em> (sic!). Gdy robiłam zdjęcie, wszyscy płacili. Nikt też akurat nie wyglądał na modela &#8211; choć trzeba uważać z pochopnym szufladkowaniem; według ostatnich trendo-metrów (np. show w Madrycie), super-szczupłość ma ustąpić na wybiegach zdrowej wadze (i kobiecym kształtom – bo anorektyczkami częściej bywają panie). Na Wyspie w zwyczaj wchodzą też pokazy i konkursy mody i urody dla <em>generously-proportioned</em>.<br />
Jednak nie na LFW. Tu kręci się ostatnio (histerycznie walcząc późnymi wieczorami o taksówki) wielkie mnóstwo typowych ‘żyraf’ obu płci. Efektownych, bardzo pomysłowo i gustownie odzianych, z wszystkich zakątków świata. Taki przegląd najurodziwszych przedstawicieli gatunku. Piękne ciało plus pewność własnej atrakcyjności i pozycji, podrasowane kasą i wyczuciem stylu – to jest spektakl! Chorobliwych niedo-wag nie widzę, ale jeśli miałoby to komuś pomóc – przyłączam się do apeli o profilaktyczne zawężenie zdrowego BMI do przedziału 20-25.<br />
Tylko jak wytłumaczyć paniom z problemami (i <em>thinspiration model </em>o BMI 15 – np. Kate Moss), że nadmierna motywacja plus nierealistycznie zawieszona poprzeczka obniżają sprawność działania?&#8230; </p>
<p><strong>©BM 21Sep06 </strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/291/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/291/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/291/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/291/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/291/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/291/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/291/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/291/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/291/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/291/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/291/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/291/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/291/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/291/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=291&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/03/31/fat-the-issue-of-class-the-issue-of-freedom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>End-of-summer high-low masses</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/02/11/end-of-summer-high-low-masses/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/02/11/end-of-summer-high-low-masses/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Feb 2009 05:32:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=279</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 16/2006 Farm Street Church to jedno z moich poważniejszych zaniedbań. Choć wiele razy przebiegałam w wielu kierunkach uliczkami Mayfair, dopiero dwa lata temu natknęłam się na przeuroczy, koronkowo neogotycki kościół wtopiony w gęstą zabudowę (z pięknymi ogrodami ‘na zapleczu’). Szefowa zdziwiła się: ‘Jak to, nigdy tam dotąd nie byłaś? Ależ to jeden [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=279&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 16/2006</strong></p>
<p>Farm Street Church to jedno z moich poważniejszych zaniedbań. Choć wiele razy przebiegałam w wielu kierunkach uliczkami Mayfair, dopiero dwa lata temu natknęłam się na przeuroczy, koronkowo neogotycki kościół wtopiony w gęstą zabudowę (z pięknymi ogrodami ‘na zapleczu’).<br />
Szefowa zdziwiła się: ‘Jak to, nigdy tam dotąd nie byłaś? Ależ to jeden z najważniejszych ośrodków katolickich Londynu. Jezuici prowadzą <em>talks and events</em>, mają doskonały chór’&#8230; Hmmm, czasem ktoś z opinią ‘napalonego’ lub ‘eksperta’ żyje długo w nieświadomości tego czy innego szczegółu swej pasji, bo otoczenie milcząco zakłada, że – komu jak komu – ale temu na pewno nie trzeba niczego podpowiadać, jeszcze ‘się obrazi’.</p>
<p>‘Syndrom zaległościowy’ sprawił, że nie odwiedziłam Farm Street ani w 2004 ani rok temu (czekał tyle lat to jeszcze poczeka). Miałam pójść 9 lipca, ale brzydka pogoda ‘zadecydowała’: Oratory o siódmej (<em>low key</em>), potem <em>project</em>, wieczorem finał piłkarskich MŚ. Szkoda, bo według <em>music diary</em>, Farm Street Singers wykonali wówczas … Missam Brevis St Joannis de Deo! Wszyscy śpiewają mojego Haydna tego lata… </p>
<p>Ostatecznie padło na 27 sierpnia, dzień przed imieninami Taty. Przy wejściach leżały śpiewniki z chorałem gregoriańskim. Organista efektownie i stylowo improwizował na temat wcale-nie-kościelnych utworów Mozarta a ja obwąchiwałam muzykę. I zdumiewałam się coraz bardziej: program wyglądał tak, jakby go (sobie) ułożył pewien &#8211; tyleż skromny, co napalony i ‘bezkompromisowy’ – wiejski <em>master of music</em>. Kyrie, gloria, sanctus – Taty ulubiona de Angelis; agnus dei – z mszy gregoriańskiej XVIII, naszej drugiej najczęściej śpiewanej; po modlitwie wiernych &#8211; zamiast Ave Maria (lub Hail Mary) &#8211; Salve Regina (zwyczajowo za zmarłych; nigdy dotąd nie śpiewałam tego w niedzielę inną niż listopadowa). I nawet na wejście – angielska wersja Radośnie Panu hymn śpiewajmy, Alleluja (jedna z nielicznych ‘przekonanych koncesji’ Taty na rzecz nowszych pieśni i jedna z jego pierwszych czterogłosowych aranżacji specjalnie dla nas, Czerwonych Maków &#8211; przekształcających się niepostrzeżenie w Grupę Chorałową). Tylko credo nr III nie jest znane w Arkadii – za to bardzo popularne w UK.</p>
<p>Przed mszą wyszedł proboszcz o urodzie zabójczego Włocha, przeprosił za brak Farm Street Singers i za tę swoistą <em>high-low mass</em>, jak się wyraził. Zachęcił do wspólnego śpiewu ‘najpiękniejszych i najbardziej uniwersalnych utworów chrześcijan’. Troszkę mi się przy tym śpiewie gardło ściskało, ale – jako, że wiernymi byli w znaczniej części turyści, czujący się niepewnie w ozdobnikach ‘anielskiej’ – kto umiał, musiał się pozbierać i ‘przyłożyć’. Na wyjście organista pięknie zagrał wolną część z koncertu A-dur Mozarta.</p>
<p>Obaj święci Augustynowie (Kanterberyjski i biskup Hippony) są bardzo obecni w tradycji religijnej Wyspy. Z okna mojego pierwszego pokoju w londyńskim akademiku widziałam świątynię pod wezwaniem anglikańskiego Augustyna (gdzie pracował wspomniany niedawno wielbiciel polskiej kuchni). Słynny syn Św. Moniki opiekuje się kościółkiem na Hammersmith (Fulham Palace Rd, <em>pod flyover</em>).<br />
Siostry, właścicielki naszego akademika to Notre Dame Congregation albo Cannonesses of St Augustine; we wspomnienie patrona miały więc krótką (35’) i kameralną, niemniej treściwą i uroczystą mszę. Lubiana przeze mnie Sr Brigid obchodzi w tym dniu urodziny. Bardzo zaawansowana to rocznica, ale na mszę zeszła (po stromych schodach) bez laski.</p>
<p>Znacznie młodsza Kanoniczka spreparowała ostatnio traktat o indyjskim wkładzie w duchowość chrześcijańską i postanowiła – w ramach wyjątkowo zasłużonych wakacji &#8211; zawieźć i ofiarować swe dzieło jego bohaterom. M-C leci do Indii 4 września; pomyślałam więc, że 3.09 to idealny termin by wreszcie zjawić się na mszy niedzielnej w naszej kaplicy. W roku akademickim w hostelu mieszka wielu studentów Royal College of Music, Royal Academy of Music, Royal College of Organists oraz odbywających wokalne i instruentalne kursy i pobyty podyplomowe. Oprawa mszy niedzielnej bywa więc imponująca. Ale w lecie ciężar przygotowań i prowadzenia spada właśnie na barki M-C (która poduczyła się ostatnio ‘chodzenia po klawiszach’). Na swą przedwyjazdową niedzielę wybrała kilka nowych hymnów. Osadzonych w hymnicznej tradycji protestanckiej (w tym – metodystycznej). Celebransem był kolejny ksiądz-gość – tym razem Japończyk z bardzo nieśmiałym angielskim i ogromnym pietyzmem (by nadrobić rzekome językowe braki). <em>Yahwe, I know you are near </em>zabrzmiało bardzo ładnie (mimo synkopek i bieżników). Wiele razy opowiadałam Tacie, że przykład repertuaru MH (<em>student-friendly</em>) świadczy, iż nowsze i eksperymentatorskie nie musi wcale oznaczać w liturgii łatwizny i bezguścia. Ostudzona jego sceptycyzmem, jakoś nie zdążyłam pokazać nut. A <em>Yahwe </em>czy <em>Majesty</em> mogłyby mu się spodobać. Nawet jeżeli przeciętnej polskiej ‘kongregacji’ nie nauczyłby tego śpiewać (czysto i w tempie) nawet za sto lat.   </p>
<p><strong>©BM 3Sep06 </strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/279/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/279/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/279/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/279/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/279/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/279/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/279/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/279/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/279/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/279/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/279/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/279/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/279/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/279/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=279&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/02/11/end-of-summer-high-low-masses/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Vigilantism – it’s a hit and miss game</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/01/30/vigilantism-%e2%80%93-it%e2%80%99s-a-hit-and-miss-game/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/01/30/vigilantism-%e2%80%93-it%e2%80%99s-a-hit-and-miss-game/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Jan 2009 11:11:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=275</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 15/2006 Mister Fire przyszedł w tym roku 14 lipca. I obwieścił, że oto zmienia się filozofia podejścia do bezpiecznościowych zagadnień. Już nie powtarzamy ‘fuel, oxigen, source of fire; there must be all three of them’ albo ‘we don’t want heroics’, tylko skupiamy się na odpowiedzialności, wyobraźni, obserwowaniu świata, antycypowaniu zagrożeń i trosce [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=275&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 15/2006</strong></p>
<p>Mister Fire przyszedł w tym roku 14 lipca. I obwieścił, że oto zmienia się filozofia podejścia do bezpiecznościowych zagadnień. Już nie powtarzamy ‘<em>fuel, oxigen, source of fire; there must be all three of them’</em> albo <em>‘we don’t want heroics’</em>, tylko skupiamy się na odpowiedzialności, wyobraźni, obserwowaniu świata, antycypowaniu zagrożeń i trosce o brata swego.<br />
Powie ktoś – typowe rozmycie ról i kompetencji, do którego mało kto dorósł (jak do socjalizmu albo liberalizmu). Zapytałam, jak będzie karana pożarowa <em>criminal negligence</em> (wyroków nie można się doczekać nawet w krzycząco oczywistym Hatfield disaster: źle utrzymane zwrotnice kolejowe kosztowały życie kilku osób) – Mr Fire odpowiedział, że liczy na precedensowe orzeczenia&#8230;</p>
<p>W niedzielę po owym piątku, wracając od Św Pawła, przechodziłam na północne nabrzeże mostem Vauxhall. Odwróciłam się by pstryknąć HQ wywiadu i kontrwywiadu brytyjskiego: MI5 Building (dawniej też MI6) jest znany nie tylko wielbicielom historii szpiegowskich, ale i adeptom architektury. Z jednego z kominowatych zwieńczeń wydobywał się wyraźny, ciemny dym. Pogoda była, owszem, upalna i nie można było wykluczyć, że tak skierowano w MI5 wyloty <em>air conditioning</em>. Ale z innych biurowców ani apartamentowców nic nie dymiło. Poza tym biura nie pracują w niedzielę koło szóstej, nawet jeśli są to biura szpionów… no chyba że się tam właśnie odbywa jakieś gremialne (pokątne) niszczenie dokumentów czy podobne historie. Zapytałam przechodzącą panią, czy nie uważa dymu za dziwny (<em>out of office hours</em>) i czy sądzi, że portier budynku panuje optycznie nad całością. Podeliberowałyśmy, (<em>very strange, indeed</em>) i sobie poszła. Ja też, myśląc przez pół mostu, czy przyjąć zasadę ‘nie mój cyrk nie moje małpy’, czy też ulec (odświeżonemu przez piątkowe szkolenie) odruchowi <em>civic society</em> i zadzwonić gdzie trzeba (nawet ryzykując robienie z igły wideł). Ciekawość przemogła: jak działają ich <em>emergency numbers</em> na moim – chwilowo biernym – telefonie; z jakim akcentem będą mówić z <em>call centre </em>(może z Indii); i co tam &#8211; u tych szpiegów &#8211; właściwie się dzieje. Zeszłam po schodkach do ustronniejszego zakątka Embankment i zadzwoniłam. Z 112 połączyłam się natychmiast, równie szybko przekierowano mnie do Fire Service: ‘Stoję na północnym nabrzeżu, tuż pod mostem Vauxhall, na wprost budynku MI5. Z jednej z jego kominopodobnych struktur wydobywa się wyraźnie dym. Czy moglibyście sprawdzić, np. dzwoniąc na portiernię czy centrum czujników, co tam się dzieje, bo nigdzie wokoło czegoś podobnego nie widzę, poza tym jest niedziela i biura nie pracują… jeśli to miałaby być klimatyzacja’. Wolny, znudzony głos (z wyraźnym wszakże miejscowym akcentem), przerywa. <em>‘So where are you… And your address is…’</em> Podaję, ale gdy się zaczyna upewniać, czy naprawdę wiem gdzie mieszkam, ja z kolei wchodzę jej w słowo. ‘Nie mam nic przeciwko podaniu ci jeszcze więcej szczegółów, ale teraz jestem naprzeciwko&#8230;’ ‘To ten pożar nie jest w twoim domu, więc gdzie jesteś?’ Po raz trzeci wyjaśniam &#8211; jeszcze precyzyjniej; ona zaczyna mnie flegmatycznie sprawdzać, czy naprawdę widzę to, co widzę i czy jestem na tym brzegu, na którym jestem. Za piątym razem daję wyraz zniecierpliwieniu <em>‘&#8230;what I am trying to suggest is just checking on it ‘cos it does look peculiar’</em>. Ton i akcenty dają jej widać do myślenia bo mówi ‘<em>ok, i am sending our people there, thank you for calling’</em>. Na prośbę o powiadomienie, czy coś było na rzeczy odpowiada, że spróbują, ale mają <em>limited resources</em>. Medal za uratowanie bezcennego archiwum Bonda jak dotąd nie przyszedł.</p>
<p>Na wczoraj zapowiadano 28 C. <em>It won’t last (the less in September)</em> &#8211; postanowiłam pofotografować wrzosy w okolicach Wimbledon Common. Na Putney Heath, ulicą zbiegającą ze wzgórza przez zarośla, ścieka wartko woda &#8211; przy krawężniku, pod kołami zaparkowanych aut spacerowiczów, przez ponad 400 m. (A suszowe zakazy obowiązują do grudnia…) Dochodzę do szczytu wzniesienia: widzę hydrant i sporego przekroju wąż plujący miarowo wodą. Obok auto Thames Water. Rzucam się do robienia zdjęć, nagle słyszę z tyłu (czyli z rejonów pola krykietowego). ‘<em>Can I help you?’ ‘No, actually not, thank you very much – I am just taking pictures of yet another waste of yours’</em>. <em>‘And why are you taking them?’ ‘Just to remind me how many gardens one could water or &#8211; for that matter – water-sprinkle with this&#8230;’ But </em>&#8230; Tu następuje szerokie wyjaśnienie, że firma odpompowuje wodę zatrutą przy okazji wstawiania nowych rur (widać wszędzie, że intensywnie się je wymienia) – co z grubsza wyjaśnia sfotografowana sekundy wcześniej tablica. Ale przystojny i wygadany ciemnoskóry pracownik w dobrym mundurze, z manierami pijarowca jest w stanie wskórać więcej. Poprzekomarzawszy się, ruszam dalej, rozmyślając nad kosztami takiego dbania o <em>corporate image</em>. W drodze powrotnej zobaczę, że kontrolowanego wycieku strzec będą <strong>dwa</strong> firmowe auta i <strong>trzech </strong>(innych) pracowników. Ale jeśli to ma sprawić, że <em>‘all the locals already know what it is all about, and are actually very supportive</em>&#8230;’ Tylko czy istotnie trzeba wylewać tę wodę aż przez 4 dni? (jest rzekomo tak trująca, że nie można jej ‘rzucić’ na wysuszony trawnik obok…) Zbyt zaabsorbowana perspektywą wrzosów, jeżyn i lilii wodnych, nie zdobyłam się na wszystkie <em>incisive questions</em> (co za toksyna… czy jeśli woda będzie przepływać przez rury 10 dni to już je na pewno oczyści… jakie są te alternatywne procedury, których tym razem zaniechano&#8230;) </p>
<p>Dziś rano akademik zlecił mi wprowadzenie w obowiązki dwójki nowych <em>au pairs</em>. Akurat zgłębialiśmy skomplikowane rewiry organizacyjno-słownikowe (Q1: Czemu nikt nie uprzedził, że będzie wyrzucane z lodówek jedzenie; Q2: Co oznacza ‘<em>pinkish</em>’), gdy przed jedenastą rozległ się ogłuszający dzwonek. Recepcjoniści testują alarm regularnie (i nikt się nie przejmuje paroma krótkimi sygnałami), ale gdy ciągły warkot trwał dłużej niż zwykle, zabrałam <em>trainees</em> ku <em>main hall</em>. Dał się wyczuć (wywąchać) nieznaczny ‘obcy zapach’ &#8211; częste zjawisko w dniach po-sezonowych a przed-semestralnych robót i robótek. Pewnie niezapowiadana <em>fire-routine</em>, pomyślałam (mimo wszystko). Szybko wygarnięto nas z hallu przed budynek a następnie na róg Cromwell Rd i Queen’s Gate &#8211; nasz <em>assembly point</em>. Przepiękna pogoda, tylko przeszywające zimno w porównaniu z dniem wczorajszym. Przyszła większość gości, studentów i pracowników. H, sub-warden, zaczęła odhaczać <em>fire-list </em>(z poprzedniej nocy, uaktualnioną – jeśli ktoś przyszedł z wizytą godzinę temu to teoretycznie też trzeba go wpisać do zeszytu gości wyłożonego w hallu). J wróciła ‘sprawdzić, co z tymi, o których nie wiadomo, gdzie są’. Zaczęliśmy żartować: skoro już się nie spalimy a tylko dostaniemy przeziębienia, powiedz <em>is it real or is it only a trial</em>. H pokpiwała: <em>it’s probably fake</em>. Wróciliśmy powoli ku głównemu wejściu. Jeszcze poczekaliśmy trochę w hallu (nie było sygnału, że można wrócić do zajęć czy pokoi). I dopiero, gdy po głównych schodach zbiegła rozgorączkowana G (akurat na recepcji) a w jakiś czas po niej &#8211; zaczerwieniona jak nigdy dotąd Szefowa – uwierzyliśmy, że coś było na rzeczy. Dokładnie – parę pręcików windy, które rozżarzyły się na tyle, iż dym został wychwycony przez detektor. Ludzi odszukano, ogień ugaszono (fachowymi) siłami Domu &#8211; bez konieczności dzwonienia na Fire Service i tłumaczenia pięć razy lokalizacji. Teraz pozostaje naprawa windy. Kosztowna, ale sezon był dobry, więc dom nie powinien zbankrutować. Wiele osób mówi, że to był ich pierwszy w życiu alarm p-poż i wyraża zdziwienie, że tak spokojnie (a nawet luzacko) wyglądał. <em>Well, harmless as it turned out, this one was &#8211; indeed &#8211; real.</em></p>
<p><strong>©BM 7Sep06</strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/275/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/275/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/275/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/275/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/275/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/275/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/275/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/275/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/275/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/275/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/275/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/275/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/275/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/275/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=275&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2009/01/30/vigilantism-%e2%80%93-it%e2%80%99s-a-hit-and-miss-game/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Immigrant nation</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/immigrant-nation/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/immigrant-nation/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Dec 2008 17:11:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=270</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 14/2006 Nie przypuszczałam, że tego dożyję. Słowo Polska a zwłaszcza Polak i Polacy można znaleźć tego sierpnia niemal codziennie i w każdej gazecie. Od stycznia do lipca ‘93 natknęłam się w tutejszych mediach na 3 (słownie – trzy) polonica: obit pianisty Horszowskiego, notkę o kłopotach Stoczni Gdańskiej oraz: ‘Suchocka’s government toppled by [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=270&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 14/2006</strong></p>
<p>Nie przypuszczałam, że tego dożyję. Słowo Polska a zwłaszcza Polak i Polacy można znaleźć tego sierpnia niemal codziennie i w każdej gazecie.</p>
<p>Od stycznia do lipca ‘93 natknęłam się w tutejszych mediach na 3 (słownie – trzy) polonica: obit pianisty Horszowskiego, notkę o kłopotach Stoczni Gdańskiej oraz: ‘<em>Suchocka’s government toppled by a single vote’</em>. Tyle przez calutkie pół roku, choć szukałam pilnie. Niesamowite doświadczenie w czasach drogich rozmów telefonicznych i mało dostępnego internetu. Otrzeźwiające, jeśliby ktoś oczekiwał, że MyPolacy wzbudzamy w świecie stałe zainteresowanie, podziw i troskę. A tu: mnóstwo świetnych, pogłębionych spojrzeń na Rosję, Azję, Oceanię, Amerykę Południową (złote czasy dokumentu BBC); o Europie mniej, o centralnej – prawie wcale. Ludzie mający się za ‘zorientowanych w sprawach Wschodu’ nie potrafili nazwać jednego naszego miasta. </p>
<p>Nie powiem, dużo mi ta <em>first hand experience</em> dała – że sprawy kręcą się niekoniecznie wokół nas, a sposobów myślenia (i strukturowania świata) jest co najmniej tyle, ile narodów. Co innego to wiedzieć – co innego &#8211; odczuć. Dzień po dniu, w pierwszej prawdziwie dojmującej człowieczej samotności.</p>
<p><em>Bygone years!&#8230; </em>– te tygodnie bez słowa po polsku (nawet dziennik pokładowy szybko ześlizgnął się w angielski). W erze ‘globalnej wioski spełnionej’ (jak przedwojenna apokalipsa przewidywana i spełniona w literaturoznawstwie), przeskakujemy codziennie z kraju do kraju z łatwością kliknięcia.</p>
<p>Współplemieńców realnych jest natomiast tylu, iż zaczęłam odczuwać dyskomfort. Który skojarzył mi się z ‘polską nawałą’ na Wiedeń: 09.’90 &#8211; przerażona Austria ogłosiła przywrócenie wiz. Czym bliżej stolicy domykała się pętelka udanego autostopowego objazdu, tym chłodniały postawy tambylców. A szczytem wrażeń stał się widok udżinsowionej masy maszerującej w niedzielny poranek na Renweg (znany kościół polski); szłyśmy z koleżanką – odprasowane jak do Opery w Nowy Rok &#8211; w przeciwnym kierunku, do Augustinerkirche… budząc zdumienie rozpoznających nas znajomych.<br />
W Londynie AD 2006 Polacy, język i sprawy polskie wręcz osaczają. I już pomyślałam z niechęcią o decyzji rządu Blair’a, która mi efektywnie skasowała <em>destination of mock splendid-isolation…</em></p>
<p>…gdy ostatnie <em>scaremongering</em> przywróciło mnie lekko łatwo i przyjemnie na ubity trakt plemiennej solidarności. W miesiącu urlopów i nijakiej pogody wzmogło się (i stało głównym tematem politycznym lata) straszenie imigrantami z Eastern Europe. A zwłaszcza – z Polski. Rząd przekonywał był parę lat temu, iż roczny napływ poszukujących pracy z A8 (ośmiu postkomunistycznych państw Unii) nie przekroczy 13,000. Mimo tego prasa populistyczna była zawsze zdecydowanie krytyczna w tym punkcie. Teraz okazało się, że przez 2 lata do legalnej pracy zarejestrowało się ok. 430,000 EEs. Dodając samozatrudnionych, otrzymujemy ponad 600,000, największą w historii pokojowych napływów ‘pojedynczą falę’. Dochodzą liczni, którzy nie wyrobili National Insurance Number (co nie jest proste). Plus sezonowi pracownicy rolni, studenci, nauczyciele i uczniowie, których tu pełno latem.<br />
Nikt nie lubi, gdy bliźni nie płaci podatków (nawet jeśli sam miał okresy lub rejony nie do końca udokumentowane). Ale jeśli ktoś je płaci, by &#8211; po obligatoryjnym okresie legalnego zatrudnienia &#8211; przy pierwszej (nie)sprzyjającej okazji przejść na zasiłek, to może lepiej, aby… Pragmatycznym Brytyjczykom praca na czarno zdaje się przeszkadzać dziesięć razy mniej, niż wyłudzanie <em>benefits</em> (droga w górę versus droga w dół osobistej zaradności i pożytku społecznego). Lecz zasadniczo mamy tu sytuację typu ‘tak źle i tak niedobrze’.</p>
<p>Imigracyjna <em>anegdotal evidence</em> wygląda jeszcze jaskrawiej: ‘nowych’ pełno na ulicach, w metrze, dyskotekach, muzeach, kościołach. Tabloidy krzyczą o <em>child benefits</em>, (ich liczba wzrosła o 27,000; zatrudniony w UK pobiera taki zasiłek także na dzieci mieszkające w innym kraju). Opisuje się małe <em>councils</em> obarczone kosztami autokarowych biletów powrotnych dla bezdomnych. Donosi z oburzeniem, jak Słowacy budują sobie wille za jakiś brytyjski socjal. Wkurza ta słowacka chata kruchą emerytkę, płacącą – spory dla niej &#8211; podatek lokalny. Zasiedziały obywatel poprawiłby raczej bezpieczeństwo na ulicach, polepszył transport publiczny czy szkoły. Władze lokalne narzekają na brak dodatkowych środków w rejonach, gdzie chętnie osiedlają się Polacy (zapisując w paru tygodniach do szkoły sześćdziesięcioro dzieci nie mówiących w domu po angielsku). Autobusy i metro stają się z dnia na dzień bardziej przepełnione. A luźne nie były nigdy. By jednak dostać większą kasę, <em>local authorities </em>muszą dowieść, że ludzie rzeczywiście mieszkają na danym terenie. Jest to proste, gdy właściciel lub najemca zgłasza się do płacenia <em>council tax </em>- ale w podupadłych dzielnicach (gdzie najczęściej wynajmują Polacy) ludzi teoretycznie ubywa.<br />
Daily Mail, z typową mu kurtuazją i wdziękiem, opisywał na początku lata podlondyńskie Slough, na które najechała szarańcza 10,000 (a może i drugie tyle) Nadwiślan. Dla lubiących przestrzeń i ciszę Anglików horda wielkości całego Brzeska czy Bochni do przyjemności nie należy. Nawet gdy jest to Brzesko młode, szczupłe, uprzejme i pracowite.</p>
<p>Na początku lata podawano, że tylko co piąta młoda pielęgniarka znajdzie pracę w zawodzie. Ostatnio wzrosło bezrobocie, choć liczba zatrudnionych też – i to znacznie. Faktem jest <em>dumping</em> stawkowy w <em>low-skilled-jobs </em>(ktoś słyszał o Polakach ofiarujących się pracować za funta za godzinę).<br />
Napływ EEs oznacza, że wiele osób z dołów drabiny społecznej w życiu nie powącha pracy. Jakiejkolwiek. Po pierwsze nie zechcą za marne w ich pojęciu pieniądze, a po drugie &#8211; ich nikt nie zechce. Tak poszerzy się krąg ‘wyuczonej bezradności’: ludzi zdanych na innych, zamulających swą frustrację narkotykami, alkoholem, opychaniem się hamburgerami i słodyczami. Przekuwających to wszystko w agresję…<br />
Jest też wielu ‘ludzi ciężkiej pracy’, niezadowolonych z ostatniej obniżki (lub nie-wzrastania) dochodów. Mają rodziny na utrzymaniu, kredyty mieszkaniowe i szkoły do opłacenia – tu i teraz. Ekonomiści i ludzie dobrze wykwalifikowani są generalnie za (z wyjątkiem małej grupy lewicujących i kampusowców, którzy ‘współczują’ bardziej zasiedziałej <em>working class</em>).</p>
<p>Zatem straszenie Polakami (którym ambicji i pracowitości na ogół się nie odmawia) umieścić należy w szerszym kontekście: problemów już istniejących w tym społeczeństwie, obaw o <em>social cohesion</em>. Oraz nie zachęcających doświadczeń z wcześniejszymi falami imigracji (nastawienie na socjal, gettoizacja,  przestępczość w nie-integrujących się środowiskach). Publikatory jakościowe starają się więc pokazać, że Polacy, Litwini czy Słowacy to kultura zachodnia: <em>basically they just join in</em> – mówi Brytyjczyk w specjalnym News Tonight Radia 4 (na żywo z Southampton, gdzie chętnie osiedlają się Polacy). Pokazuje się, ile Brytania od stuleci zawdzięcza ludności napływowej: od Hugenotów i Żydów sefardyjskich a nawet zupełne przedhistorycznych najeźdźców i osadników. &#8216;Jesteśmy narodem imigrantów a wkład ostatniej fali w Gross Domestic Product jest per saldo dodatni&#8217;, dowodzą organizacje biznesu. Daily Mail ripostuje: ma to miejsce dopiero powyżej £27,000 pa; na mniej zarabiających zrzucają się inni, dotując transport, służbę zdrowia, bezpieczeństwo, szkoły. Bo niskie ceny i nieznaczna inflacja (przy sporym wzroście) są bardzo szybko <em>taken for granted</em>&#8230; Nie tylko tu.</p>
<p>Nagłówki ‘Ile jeszcze możemy wchłonąć?’ czy ‘Po polskim potopie czeka nas potop rumuński’ mogą się przełożyć na zamknięcie drogi do pracy w UK obywatelom Rumunii i Bułgarii. Co ucieszy wielu Polaków, zgodnie z regułą ‘jeszcze tylko my i &#8211; tratwa full’. Rząd odpowiada wymijająco na nawoływania opozycji (i organizacji typu Migrationwatch) do kontroli i przyhamowania napływu. Problem być może ‘rozwiąże’ Bruksela &#8211; jeśli ‘aspiranci 2007’ nie zdążą spełnić kryteriów…</p>
<p>A moje osobiste obserwacje i wrażenia? &#8211; Całe spektrum. Śmierdzący pijaczkowie klnący po polsku na skwerku SKen. Młody z doskonałym angielskim próbujący wyłudzić dwa funty ‘na autobus bo zgubił drogę do Liverpool Street Stn’ (na Strandzie: usłyszał, że idę z przyjemnością z Kensington, w planach mam katedrę, Tower i pieszy powrót …<em>&#8216;and bus ticket is only £ 1.5&#8242;</em>… usiłował wynegocjować choć funta i akcent mu słowiańszczał w trakcie tych negocjacji… aż do polskiego pomruku). Parę godzin później, w ciszy niedzielno-lipcowego <em>residential area</em> stek przekleństw; osiłek narzeka do kolegów: ‘a mówiła, że będzie blisko, a k… idziemy już ze cztery kilosy… Londyn j…!’ Piątek 1.09, Greenwich: super pogoda, rewelacyjny widok z góry (Docklands, City). Chodzę po muzeum, odświeżam sobie te niesamowite przyrządy do określania czasu i przestrzeni. Nagle wpada mi w ucho kłótnia. On sfrustrowany: ‘tak, ty zawsze jesteś genialna, ty i tylko ty!&#8230; pracę znalazłaś, wszystko załatwiłaś!’ Ona: ‘…ale ani ty ani tamci nie potraficie tego docenić a ja też mam prawo być zmęczona albo się chcieć odprężyć!’ Młodzi usuwają się na bok by się jeszcze soczyściej pokłócić o to, czy wycieczka do Południka Zero i ich tutejsze życiowe <em>arrangements</em> są dostatecznie atrakcyjne… A wokoło tyle osób mówiących po polsku…</p>
<p>Jest i przeciwwaga: od przelotnych zetknięć w metrze (gdy do polskich dwudziestolatków z dzieckiem uśmiecha się na pożegnanie pół wagonu) poprzez spotkanego parę dni temu na Hampstead Heath starszego pana, który &#8211; w dłuższej rozmowie – twierdzi, że wstyd mu za te ataki na dzielnych i pracowitych młodych ludzi (<em>you know, too many of our fatties feel at a disadvantage…and the only thing they have is the dubious superiority of being born here </em>). Pochwalenie się znajomością paru Polek i Polaków, (którzy pracowali lub pracują u niego i znajomych) należy do rytuału. Wielu wartościowych starszych ludzi rozczula w Polakach to, czego sami nie zdołali przekazać młodszym generacjom: doskonalenie charakteru, samodyscyplina, poświęcenie, zdolność do samoograniczeń w sferze materialnej, uporządkowane podejście do ‘spraw ducha’, dzielność w przezwyciężaniu trudności. Przypomina im to własną młodość: wojenną i powojenną. Polscy murarze, kelnerzy, babysitterki czy sprzątaczki stają się dla nich czasem rodzajem duchowych dzieci. Częściej – tylko irytującym, chodzącym wyrzutem sumienia. Co może przybrać postać ‘<em>boring – seldom go out, never have fun… just save money’</em>. I wtedy trzeba jakoś tłumaczyć, że <em>enjoying oneself </em>nie musi oznaczać picia na umór, obiegania nago pubów czy <em>casual one night stands</em>. Czasem żartuję, że ktoś powinien zachować zdrowie na przejęcie odpowiedzialności za kraj gdy <em>previous settlers</em> wyniszczą się rakiem wątroby, cukrzycą i innymi plagami okresu schyłku. Co ich doprowadza do bezsilnej pasji, bo nie widzą jeszcze aż tylu zawodników w polskim ostrym piciu, ilu może się ujawnić w mniej pionierskiej fazie osadnictwa.</p>
<p>Hmmm, przez całe to wakacyjne straszenie imigracją nawet tak (wydawałoby się) samoświadoma osoba, jak Państwa korespondentka stała się <em>a bit touchy</em>. Na przykład – zaczęło jej przeszkadzać pytanie ‘Skąd jesteś?’ Stale zadawane i świadczące raczej o nieporadności konwersacyjnej i braku wyobraźni, niż o jakichś złych intencjach. Ale jeśli kolejną frazą będzie: ‘tak, w Londynie jest teraz baaardzo wielu Polaków’ albo ‘Polacy są teraz wszędzie’ albo ‘czasem trochę za wielu ale to mili ludzie’ albo ‘jedyną dobrą stroną jest to, że oni naprawdę chcą pracować’ – wówczas człowiek się zjeża i przechodzi do defensywy. A potem do takiej czy innej ofensywy. Tak to działa w przypadku ‘profilowanych etnicznie’ młodych mężczyzn o azjatyckich rysach. Na szczęście &#8211; jako bądź co bądź filolog &#8211; mam celną, wybiórczą i nie powodującą strat w ludziach i mieniu broń – słowo. Poleruję więc pewne <em>quips</em> by ich użyć &#8211; żartobliwie, dobrodusznie, ironicznie, kąśliwie, z irytacją &#8211; gdy na przykład jakiś gostek zaczepi mnie podczas fotografowania. <em>Chatting up line: ‘you seem to be a fine photographer, have been watching you for some time… where are you from?’ </em></p>
<p>W dniu, w którym przeglądam tę Pocztówkę, z akademika wyjechały dwie miłe Polki. B i O &#8211; po pierwszym roku na jednym z lepszych wydziałów zacnego uniwersytetu &#8211; przybyły popracować, pozwiedzać, poznać ludzi, podszlifować język, itd. To wszystko udało im się znakomicie. Plus &#8211; pozostawiły po sobie jak najlepsze wrażenia: <em>‘Very nice, hard-working and clever girls’</em>, podsumowała bursar V. No właśnie.</p>
<p><strong>©BM 29Aug06-7Sep06</strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/270/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/270/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/270/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/270/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/270/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/270/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/270/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/270/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/270/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/270/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/270/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/270/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/270/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/270/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=270&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/immigrant-nation/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Playing truant in Kew</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/playing-truant-in-kew/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/playing-truant-in-kew/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Dec 2008 16:54:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=267</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 13/2006 Po rekordowym lipcu, sierpień jest angielski, sprzed global warming. Około 20C, chmurki, wiatr, deszcz, przejaśnienia… i da capo. Trawa zielenieje, opadów przyda się znacznie więcej. Wtorek 15.08 zapowiadał się pogodnie. Na poczet święta poszły więc poniedziałkowe nieszpory maryjne w Brompton Oratory (wyśmienita muzyka w wykonaniu odrodzonego chóru) i msza (fulfils obligation). [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=267&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 13/2006</strong></p>
<p>Po rekordowym lipcu, sierpień jest angielski, sprzed global warming. Około 20C, chmurki, wiatr, deszcz, przejaśnienia… i da capo. Trawa zielenieje, opadów przyda się znacznie więcej.<br />
Wtorek 15.08 zapowiadał się pogodnie. Na poczet święta poszły więc poniedziałkowe nieszpory maryjne w Brompton Oratory (wyśmienita muzyka w wykonaniu odrodzonego chóru) i msza (<em>fulfils obligation</em>). Piętnasty przeznaczony był bowiem ‘na Kew’, gdzie znajdują się?… brytyjskie archiwa.<br />
Nie o tym Państwo myśleli? Hmmm… Ja też nie wyłącznie.</p>
<p>W drodze dostałam sms od <em>ex-tutor.</em> Z R widziałyśmy się ostatnio piątego. Teraz ma pomysł: <em>„Polish nat&amp;rel hol:no point you sitting in stuffy archives. Come&amp;pick BotGdns card 4afternoon</em>”.<br />
R mieszka z rodziną w Kew… Bilet kosztuje £11.75… W Ogrodach byłam ostatnio we wrześniu ’97, po Szkocji… Pokusa okazała się silna, archiwa dostały swe trzy kwadranse (nie ostatnie), po czym lekkim krokiem i z raczej lekkim sumieniem wkroczyłam do Mekki światowej botaniki. </p>
<p>Za 3 lata RBG obchodzić będą 250-lecie założenia. Ich rozwój i ekspansja terytorialna przypadły na erę wiktoriańską (1848 – Palm House; 1852 – Waterlily House; 1860-99 – Temperate House, <em>‘world’s largest ornamental glasshouse, 180 m-long’</em>). Choć obecnie punkt ciężkości (zbiory, eksperymenty, przechowalnictwo) przenosi się &#8211; jak wiele innych wysiłków &#8211; za wielką wodę, w Royal Botanic Gardens konserwuje się i perfekcyjnie eksponuje <em>heritage</em>. Współczesność wchodzi w miarę środków. W porywach – efektownie, jak choćby w przypadku Princess of Wales Conservatory z 1987, (nazwa nie dla otwierającej szklarnie Diany, lecz dla założycielki Ogrodów &#8211; Augusty). Albo Alpine House (inauguracja 04. 2006). 121 takich hektarów zapiera dech (i wymaga formy), budząc uzasadnioną dumę mieszkańców UK i Londyńczyków. </p>
<p>Nie zrażają ich wysokie koszta wyprawy (zwłaszcza rodzinnej). Wielu ma – jak R – karty roczne: Gdzie jak gdzie, ale tu nie da się powiedzieć, że się w pełni ‘było’, jeśli się nie doświadczyło w lutym i marcu – Crocus Carpet (2,300,000 cebulek pod Victoria Gate, 600,000 wzdłuż Princess Walk) czy narcyzowych pól; w kwietniu – kwitnących biało i różowo, ‘czereśniopodobnych’ drzew indyjskich i japońskich (w które zresztą obfituje cała Wyspa); w maju &#8211; choćby Lilac Garden (‘<em>Go down to Kew in lilac-time, it isn’t far from London&#8217;</em> to coś jak nasze ‘Kiedy znów zakwitną białe bzy’) czy niesamowitego buszu rododendronów i azalii (przez Rhododendron Dell idzie się kwadrans); w czerwcu różanego szaleństwa (tylko pod Palm House – 54 spore rabaty); w lipcu sierpniu i wrześniu &#8211; pełni rozkwitu i owocowania; w październiku – liścianej orgii barw; końcem listopada – początku kwitnienia drzew i roślin zimowych; w grudniu i styczniu – zdumienia, że aż tyle dzieje się (i kwitnie!) ‘zimą’… nie tylko w ‘szklanych domach’ i akwariach pod nimi. Atrakcyjność Ogrodów wzmaga architektura, sąsiedztwo słynnych terenów zielonych (choćby Richmond, Wimbledon, Hampton Ct, Sion Pk) i bliskość Tamizy. </p>
<p>Nie spodziewając się ‘takiego’ przebiegu dnia, miałam już w pamięci telefonu 150 zdjęć; szybko więc zaczęły się kłopoty z upychaniem pęczniejącego urobku. (Unicestwiłam rzadkie, ekskluzywne auta, potem &#8211; rzadsze wehikuły historyczne, po nich kilkanaście półek Cadbury, większość wysmakowanych ujęć Tamizy, wreszcie niepowtarzalne scenki uliczno-jezdniowe). Co pięć kroków – dramat: pogoda się poprawia, wiem, ile jeszcze do odwiedzenia (czas ucieka) a tu znów trzeba szukać zacienionego miejsca by coś zobaczyć na monitorku przed kolejną drastyczną decyzją.<br />
Skończyło się na 222 ujęciach, niedosycie ‘szczerej i bezinteresownej kontemplacji’ tudzież półgodzinnym spóźnieniu się do głównej bramy. Na szczęście znam wejście-obejście przez dziedziniec botanicznej biblioteki, archiwów i herbarium. W bojowych czasach wemknęłam się tamtędy parę razy do Ogrodów za darmo. Dalej tak czynią (dyskretnie) okoliczni poinformowani, ale ja &#8211; w dobie wszechobecnych cctv &#8211; nie miałabym już odwagi… nawet uwzględniając tumiwisizm i statystyczną otyłość ‘strażników diademu’. </p>
<p>Powrót ścieżką Kew-Chelsea: podczas <em>high tide</em>, o- i po zachodzie słońca, z przystankami na mega-czernice i pyszne, mirabelko-podobne śliwki (paru odmian). Pięknie!… nawet ze zmęczeniem dającym się mocno we znaki. Turner, Monet czy Whistler mieli zawsze nad Tamizą wiele do roboty. Ja, z paroma ostatnimi bajtami pamięci zerojedynkowej i wzmożoną w takich razach percepcją neuronową, wzdycham do światłocieni póki mogę. Czyli &#8211; póki woda nie odcina mi drogi w najmniej poręcznym miejscu – Tu operacje mózgu mego i woli mojej muszą się przeogniskować (dostroić do sposobu istnienia nie lubiących zbyt długiej i ostentacyjnej egzaltacji Anglików).</p>
<p><strong>©BM 16Aug06</strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/267/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/267/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/267/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/267/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/267/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/267/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/267/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/267/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/267/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/267/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/267/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/267/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/267/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/267/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=267&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/playing-truant-in-kew/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Salmonella, e-coli and the BSE…</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/salmonella-e-coli-and-the-bse%e2%80%a6/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/salmonella-e-coli-and-the-bse%e2%80%a6/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Dec 2008 16:46:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=264</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 12/2006 Salmonella, e-coli and the BSE all the British cuisine is a misery – śpiewał 10 lat temu znany komik (zaciągając z francuska). Były to czasy mad cow disease – dla Francuzów rzadka okazja do rewanżu na nieźle prosperujących sąsiadach. Nieuchronny atak został więc rozbrojony (to defuse, to pre-empty) przez angielskiego błazna. [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=264&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 12/2006</strong></p>
<p><em>Salmonella, e-coli and the BSE<br />
all the British cuisine is a misery </em><br />
– śpiewał 10 lat temu znany komik (zaciągając z francuska). Były to czasy <em>mad cow disease</em> – dla Francuzów rzadka okazja do rewanżu na nieźle prosperujących sąsiadach. Nieuchronny atak został więc rozbrojony (<em>to defuse, to pre-empty</em>) przez angielskiego błazna. Po dziesięciu latach poradniki <em>eating out</em> donoszą, że połowa z 20 najlepszych europejskich restauracji (<em>Michelin ratings</em>) znajduje się na Wyspie (głównie w Londynie). Ale bywają też lokale, jak pewien ‘polski’ w pobliżu, gdzie <em>kitchen porter</em> zaczyna(ł) pracę od dobicia i usunięcia kilkunastu szczurów. Co tłumaczono sąsiedztwem czeluści knajpki z metrem SKen; jak wiele podobnych lokali, wynajmuje ona <em>ground floor </em>i głębokie (niedowentylowane) zaplecze produkcyjne. Nigdy nie wspomniałam o inteligentnych gryzoniach starszemu pastorowi anglikańskiemu, który z upodobaniem zamawiał ‘u Polek’ schabowego z gryczaną i buraczkami. Dziwiąc się, że tak powściągliwie korzystam z jego szczodrej kurtuazji. </p>
<p>W brytyjskim food-biznesie wciąż bywają w użyciu naczynia aluminiowe, płucze się równie niedokładnie, jak w niektórych domach <em>working class</em> (<strong>P17/2004</strong>) a ręce myje nieczęsto – zwłaszcza, gdy jest duży ruch i oszczędności na personelu. Zagadnięci polscy kucharze z dyplomami twierdzili (w 2 połowie lat 90tych, ale jeśli się tu coś zmieniło &#8211; w dobie panicznej walki o obniżkę kosztów &#8211; to na gorsze) &#8211; że <em>eating out</em> w Londynie nie zaryzykują nawet po drastycznej zmianie swej sytuacji finansowej.<br />
Może przesada – boć wspólny posiłek (w tym poza domem) stanowi jedną z podstaw budowania więzi międzyludzkich. I jedną z pikantniejszych przypraw życia – także w Londyniszczu.<br />
Ale nie da się zlekceważyć tematu jako publicystycznego hype, higienicznej obsesji klasy średniej (aż po <em>obsessive-compulsive disorder</em>, z ‘chorym’ dążeniem do schludności i sterylności) czy resentymentu zasuwającego chefa (z wiedzą i wymaganiami w kwestii jakościowego posiłku).</p>
<p>W ciągu lat, jakie upłynęły od natrętnego rozgoszczenia się w mej pamięci tytułowej piosenki, repertuar możliwych okołożywnościowych <em>scares</em> znacznie się poszerzył: na przełomie tysiącleci szalała <em>foot and mouth disease</em>, doszły <em>sars</em> i <em>avian flu</em>.<br />
Modus vivendi ludu tego to – oksymoroniczne &#8211; życie coraz mniej zdrowe plus coraz większe do zdrowia aspiracje. Zatem &#8211; przy podstawowym trybie publikatorów niższego lotu, straszycielstwie &#8211; tematyka ‘jak nas truje przemysł spożywczy’ idzie jak woda. Podobnie &#8211; naukowe, przednaukowe, paranaukowe a nawet naukawe nowinki (dowolnie luźno związane z ‘<em>what is and what isn’t good for you’</em>). </p>
<p>Sprawa Cadbury’s jest jednak wyjątkowa. Bo to flagowiec brytyjskiego przemysłu czekoladowego (ok. 40% udziałów w rynku). Jego wyroby &#8211; niegdyś przedmiot westchnień dzieciaków na Wyspie i w koloniach, teraz zalewający półki sklepów i sklepików ‘<em>stuff</em>’ – były symbolem jakości, tradycji i stylu (Dairy Milk brand ma ponad 100 lat). Jeden z ‘moich’ lotników wymieniał powojenną zażyłość z czekoladową dynastią na jednym oddechu z zestrzeleniami w bitwie o Anglię i emocjami późniejszych wypraw nad Niemcy… Wciąż się wypomina (w kontekście coraz groźniejszego <em>obesity crisis</em>), jak wiele dzisiejszych babć i prababć święcie wierzyło, iż tabliczka Dairy Milk zawiera półtorej szklanki mleka &#8211; co sugerowała reklama. Roztapiano czasem te maziste słodkości by dać milusińskim łatwiejszy dostęp do ich niezrównanych wartości odżywczych. Odkąd znam Anglię, tańsze i droższe pudełka Cadbury były idealnym załącznikiem na każdą okazję: od wyjścia na ‘zwykłą’ kolację do znajomych, upominku końcoworocznego dla ‘pani’ czy <em>tutor</em>, podzięki dla <em>cleaning lady </em>na Xmas, po pierwszą wizytę u rodziców lubego/lubej.<br />
(Kontynentalsi &#8211; w tym i ja &#8211; uważają smak Cadbury’s za zbyt słodki, tłusty i bez wyrazu &#8211; ale nie w tym rzecz).</p>
<p>Firma była więc dotąd pieszczochem i autorytetem. Ale też molochem z kilkunastoma fabrykami. I coraz mocniejszym graczem na scalających się rynkach międzynarodowych. W ostatnich latach &#8211; także na polskim (kupiła Wedla).<br />
Dlatego 23.06, w drodze z Gatwick na Victoria, nie dowierzałam uszom. Jakże &#8211; ten potentat zaryzykował ukrywanie od stycznia faktu wykrycia w swych wyrobach i półproduktach bakterii salmonelli?!&#8230; Nawet, gdyby nic się nie stało konsumentom a żadna z agend (Health Protecton Agency, Food Standards Agency) nie poprosiła akurat o próbki &#8211; jakiś pracownik mógłby pójść do mediów! (kasa i nimb <em>whistle-blowera</em>).<br />
Ale nie udało się. Gorzej: rzadka odmiana salmonelli – montevideo smvdX07 spowodowała wiosną zatrucie przynajmniej 37 osób, w większości niemowląt i dzieci. W tym kilka cięższych przypadków. </p>
<p>Adekwatna reakcja oznaczałaby znaczne zmniejszenie profitów z dwu słodkich szczytów sezonu: wielkanocnego oraz Mothering Sunday (w 2006 &#8211; 14maja). Ale może zdołano by (bodaj) wybrać dogodny moment wycofania zarażonej galanterii ze sprzedaży, opracować strategię i warianty PR a w skrajnie niesprzyjających rozwojach nastrojów &#8211; spróbować wcisnąć opinii publicznej, że zdrowie konsumenta jest stokroć ważniejsze od profitów Cadbury-Schweppes. A nawet &#8211; proszę, jak się poświęcamy – od zaufania do producenta…<br />
Jednak wybrano <em>cover-up</em>, licząc na łut szczęścia (przy niewielkim skażeniu próbek… tak bronią się szefowie). </p>
<p>Po pięciu miesiącach (23.06), 5 dni po nakazie HPA, przyznano, że ‘jest problem’. I dano nakaz wycofania ze sprzedaży w UK miliona sztuk <em>choco</em> w siedmiu wariantach (250g Dairy Milk Turkish, Dairy Milk Caramel, Dairy Milk Mint, Dairy Milk 8 chunk, 1kg Dairy Milk bar, 105g Dairy Milk Buttons Easter Egg, 10g Freddo bar). Dwa pierwsze typy wycofano też w Irlandii. Lecz eksperci FSA twierdzą, iż zakażona baza mleczno-cukrowo-kakaowa służyła do produkcji ponad 40 typów wyrobów; niektóre z nich zmagazynowano już na przyszły sezon wielkanocny. Wyszło też na jaw, że ta sama fabryka (Marlbrook, Hertfordshire) miała salmonellowy problem już 4 lata temu.</p>
<p>Szefostwu grożą precedensowe indywidualne procesy karne (Food Safety Act 1990). Firmie – indywidualne i zbiorowe pozwy odszkodowawcze. A <em>style gurus </em>wyrokują, że – dla pani, na piknik czy <em>garden party </em>– tym razem może jednak nie Cadbury boxes… Upał był do niedawna najlepszym guru…</p>
<p>Powiedzą Państwo – taki sobie incydencik. Nie byłby wart relacji, gdyby nie obecność firmy na polskim rynku. Jak się rzekło, potentat stapia i magazynuje przed-konfekcyjny <em>crumb</em> na wiele miesięcy przed przewidywanym szczytem sprzedaży (w specjalnych silosach). Można się obawiać, że &#8211; gdy opadnie obecna <em>publicity</em> – zechce gdzieś upchnąć trefne wyroby lub ich bazę (by zminimalizować znaczne straty na brytyjskim rynku – dotąd ok. £30m w sprzedażach, 5m wydatków na publicity, kilkanaście – na unowocześnienie fabryki&#8230;)<br />
Ale nie naszym kosztem &#8211; MyPolacy mamy równie wrażliwe dusze ciała i kieszenie, a więcej (niż Brytyjczycy) do zrobienia na niwie konsumenckiej świadomości i nacisku. Ja nie tknę nawet ptasiego mleczka. Dla pewności. </p>
<p>Inna sprawa, że podczas suszenia ziaren kakao w dalekiej Ameryce Południowej ‘przekazywanie’ tych i owych ‘<em>bugs</em>’ przez nisko przelatujące ptaki odbywa się najnaturalniej pod (prażącem) słońcem. <em>Poo, my dear, poo </em>– tłumaczy dociekliwej dziennikarce ojciec mikrobiolog. Więc może przy takich okazjach trzeba też sięgnąć do źródeł naszych obniżonych zdolności walki z (wszelkimi) przeciwnościami. Żyje wszak jeszcze (tu i tam) pokolenie, które &#8211; choć wyrosło bliżej natury, niż obecne &#8211; niewiele wie i sobie robi z kleszczy, alergii, salmonelli. Niektórzy &#8211; nawet z jadu kiełbasianego…<br />
Dowcipny korespondent jednej z gazet uwypuklił (nomen omen) inny aspekt zagadnienia: sama myśl o zakupie kilogramowej ‘tabliczki’ czekolady oznacza poważne problemy ze zdrowiem.</p>
<p><em>Salmonella, e-coli and the BSE<br />
All the British cuisine is a misery<br />
…Bon apetit mes amis.</em><br />
Może więc, gdy się już z Państwem podzieliłam tą wybitną poezją, zniknie ona na jakiś czas z ‘mej pamięci’. Przywracając równowagę spojrzenia na wyspiarską – coraz bardziej różnorodną, wyrafinowaną i ekscytującą &#8211; sztukę przyrządzania, podawania i biesiadowania…</p>
<p>Chyba, że znów wybuchnie jakaś <em>food scare</em>… – właśnie widzę maleńką notkę w The Times: dwuletnia dziewczynka zmarła w Szkocji na e-coli, dwójka maluchów w stanie ciężkim… </p>
<p><strong>©BM 4Aug06</strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/264/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/264/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/264/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/264/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/264/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/264/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/264/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/264/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/264/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/264/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/264/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/264/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/264/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/264/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=264&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/salmonella-e-coli-and-the-bse%e2%80%a6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>What is in, what is passe</title>
		<link>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/what-is-in-what-is-passe/</link>
		<comments>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/what-is-in-what-is-passe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Dec 2008 16:31:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>basiaacappella1</dc:creator>
				<category><![CDATA[a cappella]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://basiaacappella1.wordpress.com/?p=261</guid>
		<description><![CDATA[Pocztówka znad Tamizy 11/2006 Socks with sandals are apparently in. So, no matter how often your mum, sister or girlfriend were telling you off for this – you can now safely indulge your atavism. Saving a bit on a pedicure. Flat shoes – completely flat, that is. There was marked return to the little-raised, Eighties-style, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=261&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pocztówka znad Tamizy 11/2006</strong></p>
<p>Socks with sandals are apparently in. So, no matter how often your mum, sister or girlfriend were  telling you off for this – you can now safely indulge your atavism. Saving a bit on a pedicure.</p>
<p>Flat shoes – completely flat, that is. There was marked return to the little-raised, Eighties-style, feminine things last year (though with a bit more pointed noses to mark the difference between mums and dauhgters); now you can see half of the females in the street in smart, minimalistic flats. The other half wears – in broad daylight at least – flip-flops, crazily popular for four or five seasons, and tirelessly re-styled for both casual and formal(ish) occasions. Not for career, as yet. Cork platforms and heels are deservedly in demand, so are platformed espadrilles, and, to be honest, all sorts of platforms. You can still see lots of those five-inch-high pointies in front of posher restaurants. Red carpets of all sorts – that’s what they were invented for.</p>
<p>Last year there was a return of skin-tight jeans. Kate Moss was one of the first to wear them, and Mrs Beckham followed suit. This year, Posh being even thinner than before, tight trousers are ubiquitous at trendy places (any time of the day). So, ladies, if you are ready – take those old ‘carrots’ from remotest nooks of your wardrobes! But remember – the genuine thing is ‘a classic with a twist’: the waist line tends to be rather low, in sync with the trends of recent years.</p>
<p>Big boobs and all air-bag enhancing jobs are being done (sometimes overdone) and much talked about. Apart from ye olde and expensive silicone thingy, you can stuff your bra (a flesh- or nude-coloured one is a must this or any summer) with practical gel pads. For an average man it is supposed to make no difference. Up to a point, of course. Consequently, plunging necklines have been much in.<br />
Btw, there has been some talk as to whether Princess Beatrice’s sartorial decisions are of the right sort. The Princess was snapped wearing a very revealing dress (she is not yet eighteen,with the birthday in August). What – if anything &#8211; her Grandma said about the dress and the following publicity is a mystery, but it is Her Majesty who pays for ‘her favourite graddaughter’s’ birthday bash. The inviting party being divorced parents: Duke and Dutchess of York The venue – Windsor Castle, of course. Party theme – Victorian times.</p>
<p>Big glasses – a craze for three years &#8211; are still much in view (and demand). All the WAGs were markedly wearing those big numbers in Baden-Baden (England squad’s German HQ), and Mrs Beckham is rumored to have a pair of such for each day of a year). But the cutting edge are already looking around for something more distinctive. New trend is predicted as narrow rectangular(ish) and small, a bit heavier-rimmed at outer edges – all in all, immaculately lined. Such are at least the designer prototypes, now heavilly advertised by some optician chains. They do look promising, just wait and see what the high street version is going to boil down to.</p>
<p>Pronunciation and original versions of some proper names are surprisingly in. So you don’t say Bombay but Mumbay, not Peking but Beijing. Even if you are proud to have mastered the sweetest, softest pronunciation of ‘Budapest – Polish, harsh ‘Budapeszt’ (with a bit exaggerated ‘sz’) is the thing! Some call it new political correctness. As yet, this does not comprise Warszawa, but I hear that Kraków’ municipal authorities have nothing better to do but ‘to promote the city’s original name’. Good luck!  </p>
<p>Phrases. That’s a pit! Although I tend to read the papers all year round, whenever I come here, I am stunned with so many new and re-heated words and phrases (some are called soundbites, you know). This summer, virtually every second hour you can spot ‘thinspiration’. As in: Victoria Beckham is a thinspiration for many girls fighting obesity’. Or: ‘Celebrity-anorectics’ so-called thinspiration role-modelling has become a real problem for parents and doctors alike’.<br />
‘Fake bake’ – both as a result of a sun bed and tanning lotion.<br />
‘Holy mackerel!’ – when something impresses us, perhaps too much or with unnecessary effort. It was with us, but somebody must have done something to bring it back to the main stream. It resurfaced nicely, only to disappear after weeks of over-use.<br />
Abbreviations. ‘GWOT’ (global war on terror) &#8211; no paper bothers to explain it from time to time (in case someone is back from Mars). ‘Go AWOL’ is much older, so is ‘PAYE’ (pay as you earn), and similar. WAGs are still very much with us, and there spring numerous modifications (‘SWAGs’ – St Petersburg’s summit WAGs; ‘waggery’, ‘waglash’, and so forth).</p>
<p>Each day lifestyle sections, fashion columns, pals’ pressure or your own street observations tell you&#8230; well – what exactly? Basically, only one thing: there are more fashionable (or cool) ways of dressing, behaving or living than you could imagine. And that even before you take into account the ethnic component of a typical high street.  </p>
<p>So is there anything thoroughly passe? Except for the second-last (and tackiest) items of the ‘in’, there seems to be no such thing. London being so cosmopolitan and laid back, especially in summer, you can wear virtually anything and it will do. Along with big smile and a witty, confident look. As for a really smart occasion – the safest option is to go for the self-conscious understatement. And for quality stuff if you can afford it. Do remember that your attire must match the occasion, do not wear too much jewellery (unless you are a Liz Taylor) and do bear in mind that cultural centres are in fact not half as obsessed with newest trends as are some provincial nations with deep-seated inferiority complexes. As a certain Polish aristocrat noticed and wittily commented on (a couple of centuries ago): in Paris only rich merchants’ wifes dress trendily; aristos choose simplicity and quality of fabrics. In Poland everybody looks up to Paris, pays enormous money to Parisian taylors and &#8211; even worse &#8211; to its’ cheaper and more vulgar imitators&#8230; Or at least wants to hear what the newest fashions are.<br />
So here we are, ladies! (And gentlemen!) &#8211; If one does have one’s style, they do not need to worry about newest fashions. Above all, don,t try too hard. </p>
<p><strong>©BM 12July06  </strong></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/basiaacappella1.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/basiaacappella1.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/basiaacappella1.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/basiaacappella1.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/basiaacappella1.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/basiaacappella1.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/basiaacappella1.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/basiaacappella1.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/basiaacappella1.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/basiaacappella1.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/basiaacappella1.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/basiaacappella1.wordpress.com/261/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/basiaacappella1.wordpress.com/261/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/basiaacappella1.wordpress.com/261/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=basiaacappella1.wordpress.com&amp;blog=4405761&amp;post=261&amp;subd=basiaacappella1&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://basiaacappella1.wordpress.com/2008/12/01/what-is-in-what-is-passe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/ecbe5fc521b5b30085fa1a97ccd29e20?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif" medium="image">
			<media:title type="html">basiaacappella1</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
